12-03 - dzisiejsze rocznice:
- 11. poszerzenia NATO o Węgry, Czechy i Polskę
- 63. ogłoszenia doktryny Trumana
- 70. zakończenia wojny zimowej ZSRS z Finlandią
- 72. Anschlussu Austrii
- 76. zamachu stanu w Estonii
- 93. obalenia caratu
- 98. zjazdu Towarzystwa Kultury Polskiej
- 100. narodzin Zygmunta Szendzielarza -"Łupaszki" (zamordowanego w 1951)
- 178. premiery baletu Sylfida
- 216. rozpoczęcia insurekcji kościuszkowskiej
- 388. kanonizacji Ignacego Loyoli i Franciszka Ksawerego
Szukaj
Nowości
- KM - W obronie IPN - 12/01
- Poseł PiS A.Macierewicz poinformował - 28/11
- Na ile Polska jest niepodległa? - 10/11
- Nie zrozumcie mnie źle... - 10/10
- MAFIA HAZARDOWA. KOLEJNA ODSŁONA - 1/10
- Kultura po polsku - 23/09
- Change - 20/09
- Co dziad mógłby powiedzieć obrazowi - 18/09
- Fasada (o maliźnie...) - 18/09
- Pauza strategiczna dobiega końca - 18/09
Wiadomości bieżące
Cudem przeżył atak ZOMO
MARIA
BARTOSZKO: Jak wspomina pan tamten dzień?
JAROSŁAW
HYK*: Pamiętam, że byłem bardzo zmęczony. Wcześniej przez kilka
dni i nocy drukowaliśmy ulotki.
To
była pierwsza demonstracja w pana życiu?
Tak.
To był rzut na taśmę. Decyzję podjąłem spontanicznie, przed
samą demonstracją. Nawet nie pamiętam, czy na pl. 1 Maja (obecnie
Jana Pawła II – przyp. red.) szedłem wtedy z domu czy z uczelni
albo od któregoś z kolegów.
Zadziałała
adrenalina?
Ogromny
ładunek adrenaliny. Atmosfera takich wydarzeń jest niesamowita. W
pewnym momencie zlewamy się tłumem. Najpierw próbowałem
odrzucać petardy, którymi strzelali w nas zomowcy, potem
starałem się rzucać w nich kamieniami. Oddział zomowców,
który do nas strzelał, był dość daleko, dlatego
próbowaliśmy się do nich przybliżyć. To i tak nie dawało
rezultatu. W pewnym momencie ktoś rzucił płachtę nasączoną
benzyną na transporter opancerzony. Samochód oplotły języki
ognia. Chwilę później wyjechał kordon ciężarówek
ZOMO, który postanowiłem obrzucić kamieniami. Rzuciłem w
pierwszą, prowadząca konwój ciężarówkę i chciałem
wrócić na swoje miejsce. Kiedy obracałem się na pięcie,
zauważyłem drugiego stara, który jechał wprost na mnie.
Wyjechał z kordonu. Wyglądało to tak, jakby kierowca specjalnie
to zrobił, by na mnie najechać.
Co
pan wtedy pomyślał? Pomyślał pan cokolwiek? Stanęło panu życie
przed oczami?
Pomyślałem,
że to koniec mojego życia. A ta świadomość wprawiła mnie w
nastrój obojętności. Perspektywa śmierci nie wywołała we
mnie nawet odrobiny strachu. Nie czułem bólu. Nic nie
czułem. To chyba taka reakcja ochronna organizmu. Strach pojawił
się dopiero, jak się ocknąłem w szpitalu.
Zahaczył
pan o podwozie?
Ciężarówka
uderzyła mnie zderzakiem w brzuch. Upadłem. Uderzyłem głową w
bruk. Przejeżdżając nade mną, samochód zahaczył mnie
jeszcze, prawdopodobnie rurą wydechową, o czym może świadczyć
bardzo mocno poparzona ręka. W tym momencie straciłem
przytomność.
Świadkowie
opowiadają, że ciężarówka ciągnęła pana blisko sto
metrów.
Nie
wiem, tego już nie pamiętam.
W
którym momencie się pan ocknął?
Ocknąłem
się, jak leżałem na ziemi, a nade mną pochylali się jacyś
ludzie. Okazało się, że moje obrażenia w stosunku do tego, co
się stało, były niewielkie. Wstrząśnienie mózgu, odbite
nerki, ogólne potłuczenia i zranienia, poparzenia. I jeszcze
krwiomocz. Miałem odprysk w kręgosłupie, ale szczęśliwie sam
się zrósł. Wyszedłem ze szpitala po dwóch
tygodniach.
A
jak to było z pana przyjęciem do szpitala?
Pielęgniarka
nie wiedziała, jak najrozsądniej postąpić. Czy w ogóle
wpisać mnie do książki. Zagrały emocje i lekarz ze wściekłością
krzyknął: „Pisz, kur..., przejechany przez ZOMO!”. Nie wiem,
czy tak wpisano.
Kiedy
dowiedział się pan, że podczas tej demonstracji ktoś nakręcił
moment wypadku i zrobione z niego poklatkowe zdjęcia obiegły cały
świat?
Jakiś
rok później. Wcześniej słyszałem w Radiu Wolna Europa
historię mężczyzny potrąconego przez ciężarówkę ZOMO.
Pomyślałem sobie: "O, sytuacja podobna do mojej". W
ogóle nie przyszło mi do głowy, że to może dotyczyć
mnie. Dopiero potem dowiedziałem się, że to było o mnie
(uśmiech). Długo żyłem w nieświadomości.
Po
tamtym wydarzeniu nie zaprzestał pan działalności w podziemiu?
W
żadnym razie. To był tylko jeden z epizodów. Potem było
jeszcze aresztowanie związane z prowokacją wymierzoną przeciwko
Solidarności Walczącej, zatrzymania, zastraszanie na
przesłuchaniach, groźby. Kiedyś dostałem pięścią w twarz.
O
czym pan myślał podczas przesłuchań?
Żeby
się nie złamać. Nie dać się sprowokować. I by móc
spojrzeć w lustro.
Czuje
się pan jak bohater?
Mój
ojciec był żołnierzem Armii Krajowej, spędził 11 lat na
Syberii. Te nasze przeżycia to przedszkole w porównaniu z
tym, co on miał za sobą.
*Jarosław Hyk od 1981 do 1989 r. zaangażowany był w działalność opozycyjną: redagował i drukował prasę podziemną, uczestniczył w budowie struktur Solidarności Walczącej w Warszawie i na Wybrzeżu; 31 sierpnia 1982 r. został przejechany przez ciężarówkę ZOMO



























