Światowy problem: OBAMA. Treść polskiej polityki VII (IGP)
(...) To nie tylko kryzys ekonomiczny, jakich przez ostatnie stulecie kapitalizmu zdarzyło się wiele. To coś naprawdę poważniejszego, piszę o tym od dawna, wręcz specjalizuję się w analizowaniu współczesnego kryzysu cywilizacyjnego. Sytuacja jest naprawdę poważna.
Błąd w ocenie sytuacji, wybór niewłaściwej drogi może otworzyć drogę do prawdziwego i być może nieodwracalnego końca ziemskiej kariery naszej cywilizacji. Co z tego ma szansę ocaleć?
Trudno przewidzieć, w każdym razie nic z tego, co może mieć dla nas jakąś wartość. (...)
Mam
nadzieję, że Barack Obama okaże się być znakomitym amerykańskim
prezydentem. Życzę tego Ameryce, życzę tego całej łacińskiej
cywilizacji Zachodu. Nie jest to jednak zbyt wielka nadzieja. Pisałem o
tym 11 listopada, „WYBIERZMY MĄDRZE”.
Dzisiaj czterdziesty czwarty prezydent USA złożył przysięgę. Alea iacta est.
A imię jego czterdzieści i cztery.
* * *
Moment jest znakomity dla spełnienia proroczej wizji, znakomita chwila dla mesjasza. To prawdziwy głęboki kryzys cywilizacyjny, a zadanie porównywalne z dwunastoma pracami Heraklesa. Przed cywilizacją łacińską stoi wyczyszczenie niejednej stajni Augiasza.
Ogromne zadanie, wymagające długotrwałego wysiłku intelektualnego i wielkiej pracy.
To jest zadanie i praca, która nie ma żadnego historycznego precedensu. Mam pytanie, czy Barack Obama, a także elity z nim związane, zdają sobie sprawę z rangi zadania, przed którym stoją?
Mam poważne wątpliwości.
To nie tylko kryzys ekonomiczny,
jakich przez ostatnie stulecie kapitalizmu zdarzyło się wiele. To coś
naprawdę poważniejszego, piszę o tym od dawna, wręcz specjalizuję się w
analizowaniu współczesnego kryzysu cywilizacyjnego. Sytuacja jest
naprawdę poważna.
Błąd w ocenie sytuacji, wybór niewłaściwej drogi może otworzyć drogę do prawdziwego i być może nieodwracalnego końca ziemskiej kariery naszej cywilizacji. Co z tego ma szansę ocaleć?
Trudno przewidzieć, w każdym razie nic z tego, co może mieć dla nas jakąś wartość.
Powiadam, wszystko zależy od trafnej diagnozy i konsekwentnej roboty, mierzonej na skalę pokoleń.
Tu jest miejsce na treść polskiej polityki.
Zwracam uwagę na interesujący fakt. Barack Obama, w swoim przemówieniu
inauguracyjnym ani słowem nie wspomniał o Polsce, nawet całej Europy
nie był łaskaw zauważyć. Zgadzam się z hierarchią ważności spraw
globalnych, proponowaną przez nowego Prezydenta Ameryki. Europa
marginalizuje się sama, a Polska w jej wnętrzu, razem z nią.
Zadziwiający protekcjonistyczny anachronizm polityczny, ideologiczny i
gospodarczy. Nie dziwota, że światowe centrum kulturalne, polityczne i
gospodarcze, ośrodek intensywnego rozwoju wyniósł się dawno na obrzeża
Pacyfiku. Powoli migruje do jego zachodnich, azjatyckich okolic. Chiny, Indie, Korea, Hong Kong, Australia, Nowa Zelandia. Tam się dzieje przyszłość.
Ameryka Poludniowa i Północna, patrzą przez Ocean Spokojny, na Zachód.
Pojawiają się
dziesiątki zjawisk cywilizacyjnych, które mają globalny charakter, są
„pozaregionalne”. Takie problemy jak bezpieczeństwo energetyczne,
światowe zasoby surowców mineralnych i naturalnych, nawet takich jak
woda pitna. Są światowe systemy infrastrukturalne, polityczne,
policyjne i wojskowe. Są to takie systemy jak GPS, Internet, telewizja
i łączność satelitarna, komunikacja lotnicza i wszelka inna, nawet
poczta, systemy logistyczne i administracyjne. Są to także takie
problemy jak terroryzm, zbrodnicze reżimy i agresywne państwa „imperia
zła”. Są takie organizacje jak ONZ, Interpol, NATO, ale i światowy
system bankowy i pieniężny. Jest globalna gospodarka. Stawiałem kiedyś
takie pytanie:
- Kto produkuje telewizory marki Philips?
Polska,
nieoczekiwanie dla samej siebie, lokuje się na zadupiu całego
światowego interesu, na wschodnich krańcach zaścianka tradycyjne
nazywanego Europą. Taka dziura, gdzieś pomiędzy Berlinem, a Kijowem.
Tu jest miejsce na treść polskiej polityki.
Trafna diagnoza może pojawić się wszędzie,
także i w Polsce. Wtedy możemy mieć wielką szansę na zdobycie statusu
leadera światowych przemian i ośrodka intensywnego rozwoju XXI wieku.
Wystarczy aktywna postawa intelektualna.
Zaścianek
i zadupie jest wszędzie tam, gdzie myśl jest zaściankowa, inicjatywy
wtórne, a mentalność kolonialna. Zaścianek może rządzić także i w
Waszyngtonie.
Nikt
w naszym zastępstwie nie rozpozna i nie sformułuje za nas treści
naszych interesów, nie wystąpi z nimi nigdzie w naszym imieniu, nie
będzie ich bronił i starał się o ich sensowne załatwienie, jeśli nie
zrobimy tego sami.
A nasz Polski interes jest w zupełności globalny, bo interes globalny w swojej regionalnej funkcji jest lokalny.
Ale to musi być nasza polska inicjatywa, polskie staranie, polska wola, aby nam Polakom chciało się chcieć.
Pod
tym względem Barack Obama stanął na wysokości zadania. Dokonywał cudów,
aby Amerykanom chciało się chcieć, aby Amerykanie chociaż mieli
wrażenie, że aktywnie uczestniczą w tworzeniu nowej rzeczywistości. To
był chyba jego najważniejszy wysiłek, widoczny na uroczystej
inauguracji jego prezydentury.
Odwrotnie jak w Polsce teraz.
* * *
Przeczytałem ocenę Alvina Tofflera, wyrażającą bardzo intrygująco podobne wątpliwości. „Wciąż tkwimy w fabryce”.
Toffler powiada:
„Największym
wyzwaniem jest dziś społeczna transformacja i reorganizacja instytucji.
A większość świata wciąż jest zorganizowana w sposób epoki przemysłowej
a nawet agrarnej. Niektóre kraje nie pasują do żadnej kategorii.”
I trochę dalej:
„Probierzem jest
dla mnie system edukacji. Jeśli wciąż będziemy uczyć dzieci, jakbyśmy
chcieli przystosować je do pracy w fabryce – dając im odtwórcze zadania
i nakazując by postępowały jak inni – nic dobrego się nie wydarzy. Działamy na podstawie programów, które stworzyliśmy w XIX wieku, (…).”
To ostatnie zdanie, „działamy na podstawie programów, które stworzyliśmy w XIX wieku”,
rozumiem jednak inaczej, niż chciał to wyrazić Alvin Toffler. Uważam,
że współcześni światowi organizatorzy życia publicznego są nieodrodnymi
dziedzicami aroganckiej, dziewiętnastowiecznej szkoły cynicznego programowania zachowań ludzkich w masowej skali. To nie tylko
chodzi o programy szkolne czy edukacyjne. Chodzi o coś znacznie
poważniejszego. Myślę o programowanie strategii i zachowań
cywilizacyjnych w skali społecznej „na podstawie programów, które stworzyliśmy w XIX wieku”.
To jest tradycja rewolucji francuskiej, która uformowana w XIX wieku
przerodziła się w dwudziestowieczne stulecie totalitaryzmów. Francuski psycholog Gustave Le Bon bezwiednie
stał się prekursorem cynicznych szkół pogardy do człowieka i
totalitarnego sterowania „masami”. Później była leninowska agitacja, hitlerowska propaganda, jeszcze niedawno marketing polityczny, później postpolityka, a teraz NFL. Programowanie neurolingwistyczne. Jesteśmy w domu. O takim znaczeniu słowa programowanie
myślę. Marzenia głupców o sterowaniu całymi społeczeństwami.
Zautomatyzowane wygrywanie wyborów przy pomocy niebieskiej, albo
czerwonej viagry działającej na umysły elektoratu, traktowanego jak
stado debili.
* * *
Istota problemu
polega na tym, że ludzkie umysły, ukształtowane według tych XIX
wiecznych programów są zupełnie nie przystosowane do zrozumienia XXI
wiecznej rzeczywistości cywilizacyjnej, nie są zdolne do trafnej diagnozy i konsekwentnej roboty, mierzonej na skalę pokoleń, o której pisałem wyżej. Debile nie rozwiążą subtelnych problemów współczesnej cywilizacji. To jest niemożliwe.
Co
gorsze, współcześni organizatorzy życia publicznego, są ukształtowani
na podstawie tych samych programów. Przemądrzałe elity są takimi samymi
debilami, jak ten pogardzany przez nich elektorat, o którym cynicznie
mówi Piotr Tymochowicz[1]. Elity elit, nawet takie jak Bnai-Brith,
Komisja Trójstronna (Davida Rockefellera), rosyjsko-amerykańska
„Inicjatywa Kulturalna” G. Sorosa, Bilderberg Group, Klub Rzymski nie mają szansy stanąć na wysokości zadania - z tego samego powodu.
To
są po prostu bardziej od pani profesor Kolarskiej-Bobińskiej
ekskluzywne wykształciuchy, które niewiele z rzeczywistości pojmują.
Idealnym przykładem takiego intelektualisty jest Paul Krugman, który
wyrasta na pierwszą divę amerykańskiej ekonomii, człowiek, który myśląc
XIX wiecznie w XXI wieku, staje się ideologiem światowego rządu,
globalnego New Dealu i lewicowego szaleństwa interwencjonizmu
państwowego[2].
Nie
dziwią mnie więc fałszywe, a może nawet kłamliwe diagnozy, które
angażują ogromny, często globalny wysiłek, który pożera cywilizacyjną
energię świata, obezwładniając naszą zdolność do rozwiązywania
prawdziwych problemów. Wiele z tych diagnoz zasługuje po prostu na
kpinę, a dopiero później na poważną krytykę.
Nie jest dobrze, gdy fatalne fikcje, warte jedynie kpiny, stają się wielkimi programami, organizującymi wysiłek społeczeństw, marnotrawiąc ich energię[3].
_______________________________________________________________________________________________
Przypis:
[1] Praktyki polskich specjalistów od marketingu politycznego podsumowane filmem Marcela Łozińskiego „Jak to się robi?”
o szkole karier politycznych Piotra Tymochowicza. Film o przemysłowym
tuczu polityków. Z tego materiału daje się wyciągnąć jedno ważne
skojarzenie – jest nim pogarda.
Ale we wspólczesnej szkole polityków, pogarda jest jądrem konstrukcji
światopoglądu polityka. Piotr Tymochowicz wręcz instruuje swoich
uczniów:
Aby zrozumieć elektorat, musicie nauczyć się rozumieć debila. Oszukana demokracja.
[2] Paul Krugman
w 2007 roku wydał książkę „The Conscience of a Liberal” (Sumienie
Liberała), w której zebrał przegląd rezultatów skutków decyzji
makroekonomicznych rządów Stanów Zjednoczonych na przestrzeni ostatnich
80 lat, które jego zdaniem doprowadziły do współczesnej skrajnej
nierówności ekonomicznej społeczeństwa amerykańskiego. Nierówność ta
zdaniem Krugmana musi spowodować poważny światowy kryzys ekonomiczny,
który będzie wymagał współczesnej formy interwencjonizmu państwowego podobnego nieco do New Deal, tylko rozciągniętego na całą kulę ziemską. [Paul Krugman]
[3] Ostatnio opublikowałem parę takich kpin,
bo już ręce opadają, gdy widzę oczywiste nonsensy, które stają się
znacjonalizowanymi projektami na wychodzenie z kryzysów, kłopotów i
przeróżnych demonicznie wydumanych zagrożeń. Nonsensy głównie dlatego,
że odwracają uwagę społeczności światowej od rzeczywistych zagrożeń,
czasem w konsekwencji uniemożliwiając efektywne rozwiązywanie prawdziwych problemów.
Jedną
z takich słodkich kpin, był tekst Dawida Barsallisa o zadziwiającej
skłonności Baranka Obamy do wydawania miliardów dolarów na rozmaite
antykryzysowe cele. Czytaj tutaj, w oryginale do czytania tam.
A tutaj jest już poważniejsze odniesienie się do amerykańskiego problemu pieniężnego.
Podobną drwiną był mój poprzedni tekst o kryzysie gazowym. „197 Z tym rosyjskim gazem idzie w parze parę lip”
___________________