PublicystykaHistoriaKilka refleksji na temat IPN
mail
[Zaloguj]

14-03 - dzisiejsze rocznice:

Linki

Kilka refleksji na temat IPN

Wirint3 Nie jest przypadkiem, że upadkowi zbrodniczych systemów totalitarnych XX wieku towarzyszyło każdorazowo pojawienie się instytucji, mających na celu udokumentowanie represji i zbrodni popełnionych w imię ideologii, fanatyzmu, nienawiści rasowej czy klasowej, a także uczczenie i upamiętnienie niezliczonych ofiar oraz przekazanie przyszłym pokoleniom wiedzy o tym co się wydarzyło. (...)

I wezmę sobie prawo za miarę, a sprawiedliwość za pion.

(Iz 28:17, Biblia Tysiąclecia)

Młyny boże mielą powoli, ale dokładnie.

(przysłowie niemieckie)

 

Nie jest przypadkiem, że upadkowi zbrodniczych systemów totalitarnych XX wieku towarzyszyło każdorazowo pojawienie się instytucji, mających na celu udokumentowanie represji i zbrodni popełnionych w imię ideologii, fanatyzmu, nienawiści rasowej czy klasowej, a także uczczenie i upamiętnienie niezliczonych ofiar oraz przekazanie przyszłym pokoleniom wiedzy o tym co się wydarzyło.

Tam gdzie to było możliwe prace dokumentacyjne prowadzone były na bieżąco i wykorzystywane jako narzędzie polityczne. Przykładem takiego podejścia była aktywność Rządu Polskiego na Wychodźstwie, który szczegółowo udokumentowane informacje o sytuacji w okupowanej Polsce przekazywał rządom innych państw już od 1941. Tylko swoisty pragmatyzm sojuszników Polski sprawił, że dostarczone dane nie były wykorzystane stosownie do ich wartości.

Po II wojnie światowej zwycięscy alianci przeprowadzili nie tylko proces norymberski, szczegółowo badając i osądzając zbrodnie nazistowskie popełnione w imieniu państwa niemieckiego, ale powołano specjalną Komisję Narodów Zjednoczonych do Spraw Zbrodni Wojennych /UNWCC/. Niestety sprawa zbrodni komunistycznych ZSSR, nawet tych popełnionych na obywatelach innych państw, nie mogła być w ówczesnych realiach politycznych skutecznie podniesiona na forum międzynarodowym. W kraju, ze względu na uwarunkowania polityczne, prowadzone były niemal wyłącznie badania i śledztwa dotyczące najcięższych zbrodni niemieckich. W roku 1945 powstała specjalna komisja państwowa, znana od 1949 roku pod nazwą Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce i działająca nieprzerwanie do roku 1991. Podobne, choć niekoniecznie państwowe instytucje powstały w innych krajach. W Izraelu, na mocy Ustawy o pamięci powstał w roku 1953 słynny Instytut Yad Vashem (Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu), dający „miejsce i imię" ofiarom męczeństwa Żydów i ich wybawcom. Dopiero w roku 1987 Rosjanie mogli założyć działające do dziś niezależne od władz państwowych Stowarzyszenie Memoriał, które rozwinęło bardzo szeroką działalność obejmującą dokumentowanie i badanie zbrodni popełnionych w czasach ZSSR, w tym zbrodni na Polakach.

Powstanie w Polsce obecnego Instytutu Pamięci Narodowej zawdzięczamy poszerzeniu się przestrzeni wolności po roku 1989. Jest paradoksem historii, że komuniści niechcący przyłożyli rękę do powstania Instytutu w jego obecnej formie. Jeszcze w kwietniu 1984, gdy niepodzielną władzę w Polsce sprawował Wojciech Jaruzelski, sejm PRL rozszerzył nazwę Głównej Komisji dodając do niej człon „Instytut Pamięci Narodowej" (!). W roku 1998 uchwalona została ustawa powołująca do życia nową instytucję ścigającą wymienione enumeratywnie zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu, w tym zbrodnie funkcjonariuszy partyjnych i państwowych popełnione w okresie PRL. Ustawy nie zablokowały ugrupowania postkomunistyczne, z zasady broniące interesów byłych funkcjonariuszy systemu komunistycznego. Dzięki działalności pionu śledczego IPN wysocy funkcjonariusze PRL zmuszeni są stawać przed sądami RP. Czy zawierając za plecami społeczeństwa kontrakt Okrągłego Stołu wierzyli, że starannie dobrani kontrahenci tej umowy będą w stanie zagwarantować im dożywotnią nietykalność?

Już jesienią 1980 roku pojawiło się hasło przypisywane, jeśli dobrze pamiętam, Andrzejowi Gwieździe: „Nie chcemy transfuzji krwi w starym organizmie - chcemy nowego organizmu". Niestety organizm państwowy, w jakim przyszło nam żyć jest ciągle hybrydą zbudowaną z elementów starego komunistycznego systemu, takich jak sądownictwo, i nielicznych nowostworzonych instytucji w rodzaju IPN czy CBA, stanowiących przejaw instynktu państwowotwórczego Polaków.

Instytut powstał od podstaw. Jego mocną stroną jest niewątpliwie klarowna struktura organizacyjna obejmująca cztery piony i jedenaście oddziałów terenowych. Nie do przecenienia są kadry Instytutu kompletowane starannie z ludzi nieuwikłanych w system komunistyczny, reprezentujących różne profesje i często mających za sobą działalność opozycyjną w latach 80. Wielu młodych historyków i archiwistów z pasją pogłębia tam swoje kwalifikacje i benedyktyńską pracą odsłania prawdę o przeszłości. Chciałoby się sparafrazować słowa poety z roku 1950: „ ... Historyk pamięta. Możesz go zabić - narodzi się nowy. Spisane będą czyny i rozmowy." [1] Wadą ustawy o IPN jest polityczny charakter wyboru każdorazowego prezesa IPN przez aktualną większość parlamentarną, co w sposób nieunikniony powoduje nie zawsze czystą walkę pomiędzy kandydatami i rzutuje na polityczną interpretację działań podejmowanych przez Instytut.

Wyniki badań historyków IPN udostępnia i popularyzuje Biuro Edukacji Publicznej poprzez organizowanie konferencji naukowych, spotkań z młodzieżą szkolną i wykładów, a także regularne wydawanie Biuletynu IPN, materiałów konferencyjnych i książek. Zapełniają się liczne białe plamy w historii Polski, znikają tematy tabu. Z wypiekami na twarzy czytałem artykuły o powstańcach śląskich wspierających polską obronę Śląska we wrześniu 1939 roku, losach Górnoślązaków przymusowo wcielonych do Wehrmachtu, niemieckich wysiedleniach Polaków z Gdyni i Łodzi jesienią 1939 czy akcji AB na Lubelszczyźnie na początku wojny, a także przedstawiające sylwetki żołnierzy wyklętych walczących do końca z instalowanym w Polsce obcym systemem, antypolskie akcje OUN-UPA, młodzieżową opozycję wobec porozumienia Okrągłego Stołu, relacje Lecha Wałęsy z SB itp. Dodatek specjalny IPN gości co miesiąc w Niezależnej Gazecie Polskiej. Tam właśnie na przykładzie inwigilacji profesora Stefana Węgrzyna zostały opisane perfidne metody osaczania wybitnych naukowców przez SB[2]. Pożyteczną akcję edukacyjną prowadzi wspólnie z IPN jedyna gazeta regionalna, która pozostała w polskich rękach, czyli wydawany w Krakowie Dziennik Polski. Prace historyków IPN rewidujące naszą wiedzę nt. najnowszej historii Polski ukazują się regularnie na łamach dwumiesięcznika Arcana. Pomimo tak owocnej działalności aktywność BEP miała również pewne cienie. W środowiskach patriotycznych kontrowersje budziła obecność przedstawicieli IPN na konferencjach z udziałem weteranów OUN-UPA, czy też przyjmowanie przez niektórych wykładowców IPN optyki środowisk żydowskich czy ukraińskich nacjonalistów.

Już u progu działalności pojawiły się głosy, że Instytut zamiast prowadzić badania dotyczące zbrodni na Polakach podejmuje się poszukiwań zbrodni popełnionych przez Polaków. Przy okazji śledztwa prowadzonego w Jedwabnym okazało się, że niektórzy prokuratorzy IPN, jego ówczesny prezes Leon Kieres oraz minister sprawiedliwości Lech Kaczyński są do tego stopnia podatni na wpływy zagranicznych środowisk żydowskich, że pod ich presją przerwali prowadzoną w majestacie prawa ekshumację ofiar tragedii. Sam Kieres oraz prezydent Aleksander Kwaśniewski przedwcześnie uznali winę Polaków za udowodnioną[3]. Ekshumację przerwano w roku 2001 w momencie, gdy jej częściowe wyniki zaczęły podważać główne tezy zawarte w książce Sąsiedzi[4] autorstwa propagandysty "przemysłu Holokaustu"[5] - Jana Tomasza Grossa, która była głównym impulsem do podjęcia przez IPN śledztwa. List do ministra sprawiedliwości domagający się wznowienia ekshumacji pod kierunkiem prof. Moora-Jankowskiego[6], byłego więźnia KL Warschau, pozostał bez odpowiedzi. Ten izraelski kryminolog, zakwestionował motywacje religijne stanowiące alibi dla zablokowania ekshumacji, skoro w Izraelu w uzasadnionych przypadkach można je przeprowadzić. Andrzej Reyman - redaktor Najjaśniejszej Rzeczypospolitej - wystosował z kolei do Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego wniosek o ściganie dyscyplinarne[7] Leona Kieresa uzasadniony jego postawą w sprawie Jedwabnego.

Pewne światło na ten temat rzuca późniejsza aprobująca postawa Prezydenta RP wobec reaktywacji loży żydowskiej B'nai B'rith w Warszawie, oraz wyróżnienie profesora Kieresa Medalem Św. Jerzego[8] (Tygodnik Powszechny, grudzień 2002) i Medalu Lumen Mundi podczas VII Dni Judaizmu w Lublinie[9] (JE abp Życiński, styczeń 2004). Trudno dociec za jakie zasługi Leon Kieres został odznaczony Krzyżem Zasługi Pierwszej Klasy Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec[10] (marzec 2008). Jakby tego było mało, bliskie Tygodnikowi Powszechnemu wydawnictwo Znak wzięło udział w kolejnej prowokacji J.T. Grossa promując w roku 2008 antypolski paszkwil pt. Strach[11]. Tym razem społeczeństwo polskie okazało się bardziej świadome stanu rzeczy i zareagowało adekwatnie do sytuacji.

Kolejny temat to postępujący stopniowo, ale "po wybojach" proces lustracji. Nikt nie poniósł dotąd odpowiedzialności za niszczenie z premedytacją archiwów partyjnych i państwowych, zacieranie śladów i sabotaż w czasie, gdy resorty siłowe w rządzie Mazowieckiego były w rękach komunistycznych generałów. Część interesujących ich materiałów zniszczyli sami zainteresowani (vide Lech Wałęsa) lub ich patroni. To, co w archiwach pozostało tylko z pewnym przybliżeniem pozwala na odtworzenie prawdy historycznej. Opór przeciwko lustracji zaistniał we wszystkich środowiskach, nawet w Kościele Katolickim, który skądinąd zapisał piękną kartę opozycyjną. Swoistą "odwagą" popisała się część środowisk naukowych i uniwersyteckich, występując otwarcie przeciwko lustracji na uczelniach. Ich akcja napotkała na reakcję tej części społeczności akademickiej, która uznała lustrację za niezbędny element procesu oczyszczenia państwa i życia publicznego z agentury[12]. Problem jest poważny o tyle, że Trybunał Konstytucyjny z łatwością zneutralizował zapisy nowej ustawy lustracyjnej "udoskonalonej" przez prezydenta Kaczyńskiego, doprowadzając tym samym do pata. Nie ustaje jednak proces ujawniania kolejnych naukowców uwikłanych w związki ze służbami PRL (profesorowie Miodek i Wolszczan). Na szczęście światło ujrzała tzw. lista Wildsteina i pewnych nazwisk nie da sie już schować pod korcem. Prace lustracyjne w IPN są kontynuowane, ukazują się aktualizacje list funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, poszkodowanych itp.

Nie ma takich inwektyw i obelg, których "giganci moralni", będący na ogół w czułych związkach z Gazetą Wyborczą i jej satelitami w rodzaju Tygodnika Powszechnego, nieświętej pamięci Unią Wolności, Fundacją Batorego itp., nie użyliby, aby pognębić i zdezawuować w opinii publicznej niewygodnych historyków IPN badających "niesłuszne" akta i niezależnych publicystów walczących o jawność życia publicznego i usunięcie z niego strojących się w fałszywe piórka "etosiarzy". Z tekstów jednego tylko autora - Stanisława Michalkiewicza - zebrała się cała antologia poświęcona sprawom lustracji[13].

Z innych kontrowersji, którym poświęcona jest w Wikipedii oddzielna (!) strona[14], najczęściej wymienia się rzekomo nieetyczny sposób działania i niewłaściwą „politykę historyczną" Instytutu, sprawy o. Hejmo i abpa Wielgusa, wybór Janusza Kurtyki na prezesa IPN, sprawę „listy 500" czy wydanie pod patronatem IPN wzorowej pod względem warsztatowym książki SB a Lech Wałęsa[15] Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, która wywołała ostre spory wewnątrz samego Instytutu.

Wymienione kontrowersje są zwykle przejawem reakcji obronnych wpływowych środowisk broniących swoich interesów, „elit zastępczych" nie mogących pogodzić się z utratą wpływów, pozycji ekonomicznej i medialnej, monopolu na interpretację historii i odczuwających zagrożenie ze strony odtwarzających się rzeczywistych elit narodu, których zrąb powoli wyłania się z mgły spowijającej las Birnam. Tego widoku boją się najbardziej.

hrabia Pim de Pim



[1] Czesław Miłosz, Który skrzywdziłeś, Waszyngton 1950.

[2] Mirosław Sikora, Kuszenie „pięknego umysłu", Niezależna Gazeta Polska 6(28) z dn. 6.06.2008.

[3] Henryk Pająk, Jedwabne geszefty, Wydawnictwo Retro, Lublin 2001.

[4] Jan T. Gross, Sąsiedzi, Wydawnictwo Pogranicze 2000.

[5] Norman Finkelstein, Przedsiębiorstwo Holokaust, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 2001.

[6] Jan M. Chodakiewicz, Dystyngowany starszy pan, za http://www.glaukopis.pl/pdf/dspJMJ.pdf oraz Najwyższy Czas! 40(802) z dn. 1.10.2005

[7] Za http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_182.html oraz Najjaśniejsza Rzeczypospolita z dn. 28.02.2001

[8] Za http://pl.wikipedia.org/Wiki/Leon_Kieres

[9] ibid.

[10] Strona WWW Leona Kieresa: http://www.leonkieres.pl

[11] J.T Gross, Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008.

[12] Za http://www.rzeczpospolita.pl/tematy/listy/uw.html

[13] Stanisław Michalkiewicz, Protector Traditorum, Wydawnictwo von borowiecky, 2007.

[14] Za http://pl.wikipedia.org/wiki/Kontrowersje_wokół_IPN

[15] Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk, SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii, Warszawa 2008.

tekst pochodzi z Polis 

hrabia Pim de Pim,
dodany: 2009-02-03
Słowa kluczowe: IPN, historia,
KOMENTARZE:
Zaloguj się