10-09 - dzisiejsze rocznice:
- 65. skazania na śmierć Quislinga
- 67. zajęcia Rzymu. przez Niemców
- 68. rozpoczęcia oblężenia Stalingradu przez niemiecką 6 Armię
- 71. masowego mordu na Polakach w Bydgoszczy
- 71. śmierci kpt. KOP Władysława Raginisa (ur.1908)
- 97. połączenia wybrzeży USA pierwszą autostradą
- 197. bitwy o jez.Erie
- 289. pokoju w Nystad
Szukaj
Nowości
- PO uruchamia - 9/08
- Paralizatory - 18/07
- Sukces zaplecza - 3/07
- KM - W obronie IPN - 12/01
- Poseł PiS A.Macierewicz poinformował - 28/11
- Na ile Polska jest niepodległa? - 10/11
- Nie zrozumcie mnie źle... - 10/10
- MAFIA HAZARDOWA. KOLEJNA ODSŁONA - 1/10
- Kultura po polsku - 23/09
- Change - 20/09
Wiadomości bieżące
- Beata Gosiewska wystartuje w najbliższych wyborach do Sejmu?
- "Marsz Pamięci" z Kaczyńskim na czele, przeszedł przez Warszawę
- Katarzyna Werner została ambasodorem Euro 2012 w Poznaniu
- Łódź: Piknik naukowy na rozpoczęcie rewitalizacji EC1
- Lód i... przede wszystkim woda. Recenzja powieści Majgull Axelsson
- Rozpoczęły się Gwarki - święto Tarnowskich Gór
- Sprawa betanek nie miała precedensu - rozmowa z Marcinem Wrońskim
- II Sieradzki Jarmark Powiatowy
- PiS: Gdyby nie polityka Tuska - nie doszłoby do katastrofy smoleńskiej
- World Grid Lab. Warsztaty dla pasjonatów tańca i dzienikarstwa
"Opór"
Bielscy, Zorin i inni, czyli jak to było z żydowskim oporem
Wejście „Oporu” na polskie ekrany jest dobrą okazją, by przypomnieć, jaką rolę odgrywała na polskich ziemiach partyzantka sowiecka, jakie miejsce zajmowały w jej ramach grupy żydowskie, jak były liczne i na czym w rzeczywistości polegała ich działalność (...)
Na ogół nie zdajemy sobie sprawy, jak obszerna jest literatura w języku żydowskim i angielskim, dotycząca wątków żydowskich z lat wojny 1939–1945 na polskich kresach północno-wschodnich. Obejmuje ona dosłownie setki, może tysiące pozycji. Tylko nieznaczna część owej twórczości została przetłumaczona na polski – w rezultacie pozostaje nieznana polskiemu czytelnikowi. Wykreowany w tej literaturze obraz wydarzeń rozgrywających się na kresach II RP w owych latach odbiega daleko nie tylko od tego, w jaki sposób zapamiętali je polscy mieszkańcy tych ziem, ale i od ustaleń polskiej literatury zarówno pamiętnikarskiej, jak i naukowej.
Przednia straż Armii Czerwonej
Autorzy wydawnictw angielsko- i żydowskojęzycznych pokazują barwną
panoramę partyzantki sowieckiej, prezentowanej jako istotny element sił
zmagających się z niemieckimi (nie, tego wyrazu raczej się nie używa –
a więc z „nazistowskimi”) wojskami okupacyjnymi, stosunki ludnościowe,
politykę hitlerowską, martyrologię ludności żydowskiej i jej próby
przetrwania. Pojawia się tu także „trzecia siła” – partyzantka
żydowska. We wspomnieniach i nawet pracach naukowych wskazuje się na
jej narodowy, żydowski charakter, samodzielność i realizowanie własnych
celów. Film „Opór” z Danielem Craigiem w roli głównej, przedstawiający
w zbeletryzowanej formie dzieje żydowskiego oddziału braci Bielskich,
kryjącego się w Puszczy Nalibockiej i nadniemeńskich lasach (woj.
nowogródzkie II RP), funkcjonującego w ramach partyzantki sowieckiej,
wpisuje się w ten nurt ukazywania wydarzeń sprzed przeszło 60 lat.
Film, podobnie jak podstawowe angielskojęzyczne prace popularyzatorskie
(T. Nechmam „Defiance. The Bielskin Partisans”, P. Duffy „Bracia
Bielscy. Historia trzech mężczyzn, którzy stawili czoła nazistom,
uratowali 1200 Żydów i zbudowali wioskę w lesie”), ukazuje aktywną
walkę żydowskich partyzantów z Niemcami, wręcz obraz partyzanckiego
żydowskiego imperium w Puszczy Nalibockiej. Przypisuje Bielskim i jego
ludziom wybitne dokonania bojowe.
Wejście „Oporu” na polskie ekrany jest dobrą okazją, by przypomnieć,
jaką rolę odgrywała na polskich ziemiach partyzantka sowiecka, jakie
miejsce zajmowały w jej ramach grupy żydowskie, jak były liczne i na
czym w rzeczywistości polegała ich działalność.
Przede wszystkim – oddziały żydowskie nie stanowiły żadnej „trzeciej
siły”, ani nawet siły autonomicznej wewnątrz partyzantki sowieckiej.
Stanowiły jej integralną część, podlegając sowieckiemu Białoruskiemu
Sztabowi Partyzanckiemu i władzom partii bolszewickiej. Miały dowództwa
wyznaczane przez tę partię, własne komórki partyjne i komsomolskie – i
oczywiście komórki specjalne, podlegające NKWD. Włączone były do
poszczególnych brygad i zgrupowań sowieckich i realizowały zadania
wyznaczane przez dowództwa tych jednostek.
Oddziały partyzantki sowieckiej operujące na terenie Nowogródczyzny
złożone były przede wszystkim z elementu zamiejscowego, tzw. okrążeńców
– żołnierzy różnych narodowości (Rosjan, Ukraińców, Mongołów, Kałmuków,
przedstawicieli narodów Kaukazu – najmniej było tam chyba
Białorusinów), którzy w czerwcu 1941 r. nie zdążyli uciec wraz z Armią
Czerwoną. Część kadry przysłało dowództwo sowieckie zza linii frontu.
Ludność miejscowa, skomunizowani białoruscy wieśniacy i Żydzi, zasilała
ją w znacznie mniejszym stopniu.
W latach 1943–1944 liczebność szeregów partyzantki sowieckiej na ziemi
nowogródzkiej wahała się w granicach kilkunastu, okresowo nawet
dwudziestu tysięcy ludzi. Tak liczne siły miały przede wszystkim
realizować cele polityczne, które polegały na zapewnieniu trwałości
władzy sowieckiej na niedawno anektowanych obszarach. Były one jak
gdyby przednią strażą Armii Czerwonej. Jednym z celów postawionych
przed nimi było rozpracowanie i zwalczanie polskiego podziemia
niepodległościowego oraz sterroryzowanie ludności cywilnej.
Niezależnie od skrajnie trudnych warunków i widocznej złej woli Rosjan,
dowództwo Nowogródzkiego Okręgu AK starało się zrealizować rozkazy KG
AK i doprowadzić do porozumienia z „nieproszonymi gośćmi”, jacy
pojawili się na terenie polskich kresów wschodnich. W sumie około
dziesięciokrotnie dochodziło na tym terenie do pertraktacji
polsko-sowieckich, które jednak nie na wiele się zdały, gdyż stronie
rosyjskiej nie zależało na porozumieniu, lecz jedynie na rozpracowaniu
i zniszczeniu polskich struktur niepodległościowych (w jednym
przypadku, w maju 1943 r., w pow. szczuczyńskim wymordowana została
cała polska delegacja).
Siemiejne otriady
Spośród poważniejszych antypolskich wystąpień partyzantki sowieckiej
można odnotować spalenie Derewna, pacyfikację miasteczka Naliboki,
wiosek Koniuchy, Szczepki, Prowżały, Kamień, Niewoniańce, Izabelin,
Kaczewo, Babińsk i Ługomowicze, pacyfikacje w rejonie Dokudowa,
wymordowanie oddziału „Kmicica” nad jeziorem Narocz, likwidację
batalionu AK nad jeziorem Kromań. Przykłady można by długo mnożyć,
historyk Zygmunt Boradyn poświęcił temu zagadnieniu obszerną rozprawę.
Jednym z elementów olbrzymiej machiny partyzantki sowieckiej
realizującej opisane powyżej zadania były też grupy żydowskie. Na ziemi
nowogródzkiej w „czerwonych” oddziałach służyło stosunkowo wielu Żydów.
Największe jednostki żydowskie bazowały w kompleksie leśnym Puszczy
Nalibockiej. Były to: oddział Tewjego Bielskiego (początkowo im.
Żukowa), z czasem podzielony na dwa oddziały, im. Kalinina i im.
Ordżonikidzego (w końcowym okresie okupacji liczebność ich wynosiła
około 1200 ludzi – w tym 162 uzbrojonych), oraz dowodzony przez
Siemiona Zorina oddział nr 106, wchodzący w skład Brygady im. Stalina
(562 ludzi – w tym 72 uzbrojonych). Oddział im. Ordżonikidzego zimą
1944 r. został skierowany do Brygady im. Kirowa, operującej na południe
od Lidy, za Niemnem. Ponadto sporo Żydów było rozproszonych mniejszymi
grupkami po różnych oddziałach sowieckich (w strefie lidzkiej na 4850
partyzantów sowieckich – około 1200 to Żydzi, czyli 1/4 składu
osobowego!).
Skupiska Żydów istniały też w obozowiskach sowieckich w Puszczy
Lipiczańskiej, Nackiej i w lasach Byteńskich. To rzeczywiście dużo –
powstaje jednak pytanie o realną wartość tych sił i ich użyteczność.
Czy rzeczywiście podkomendni Bielskiego toczyli boje z Niemcami – takie
jak filmowi bohaterowie „Oporu”? Minimalna ilość broni znajdującej się
w rękach żydowskich partyzantów nie wystarczała nawet do zapewnienia
sprawnego systemu wart i ubezpieczeń, przesądzając o możliwościach
działania oddziałów, w których służyli. Były to, jak określali Sowieci
– tzw. siemiejne otriady (oddziały, czy też raczej obozowiska,
rodzinne), mające charakter grup przetrwaniowych, a nie partyzanckie
oddziały bojowe, zdolne do realizacji zadań wojskowych. Dlatego też
głównym zadaniem, jakie dowództwo partyzantki sowieckiej stawiało przed
podległymi sobie Żydami, było ściąganie zaopatrzenia z ludności.
Nawiasem mówiąc, w Puszczy Nalibockiej biwakowało stale kilka tysięcy
sowieckich partyzantów (5–10 tys. wraz z „czerwonymi” Żydami), opodal
przebiegała jedna (!) linia kolejowa, na której zadania dywersyjne
mogło realizować kilka małych patroli wysyłanych do rwania torów.
Nie było żadnego uzasadnienia, prócz sowieckich celów politycznych, by
trzymać tam tę masę ludzi żyjących kosztem miejscowej ludności. Dlatego
też z sowieckiego punktu widzenia nie było potrzeby, by oczekiwać od
Bielskiego i Zorina aktywnych działań przeciw Niemcom, do których
zresztą nie byli oni zdolni. W ciągu przeszło dwóch lat istnienia
oddział Bielskiego, liczący blisko tysiąc ludzi, miał – według raczej
zawyżonego sprawozdania złożonego w listopadzie 1943 r. dowództwu
sowieckiego zgrupowania baranowickiego przez samego Bielskiego – zabić
14 Niemców i 17 policjantów białoruskich oraz 33 szpiegów i
prowokatorów (można sądzić, że ta ostatnia liczba odnosi się głównie do
zamordowanych chłopów – niechętnych partyzantce sowieckiej lub
stawiających opór wobec grabieży). Jak na ponad dwa lata działalności
to raczej niewiele. Dziejopis grupy Bielskiego, Peter Duffy, opisuje,
jak w ostatnich dniach okupacji obóz żydowski został zaatakowany przez
około 200 wycofujących się na zachód wycieńczonych wcześniejszymi
walkami Niemców. Przeszli przez obozowisko jak przez masło, niszcząc je
i zabijając napotykanych Żydów, którzy nie stawiali żadnego oporu.
Przytaczana niekiedy wypowiedź Bielskiego, który jakoby zwykł mawiać:
„Wolę uratować jedną starą Żydówkę, niż zabić dziesięciu Niemców”,
wydaje się nie mieć żadnego odniesienia do rzeczywistości.
Specjaliści od operacji rekwizycyjnych
Prof. Tadeusz Gasztołd w jednej z prac przytacza relacje mieszkańców
obrzeży Puszczy Nalibockiej, mówiące, jak wiosną 1943 r. pędzono Żydów
z Rubieżewicz w kierunku Nowogródka, gdzie w getcie czekała ich
zagłada. Eskortę stanowili głównie funkcjonariusze żydowskiej służby
porządkowej. Sowieci, w tym półtora tysiąca „czerwonych Żydów”
Bielskiego oraz Zorina, nie podjęli ani jednej akcji w celu ratowania
tych nieszczęśników! O walorach bojowych podkomendnych Bielskiego
świadczy też fakt, że gdy zimą 1943/1944 z jego obozu wydzielono
uzbrojonych młodych Żydów jako oddział im Ordżonikidzego i skierowano
do Brygady im. Kirowa z zadaniem udziału w działaniach dywersyjnych –
uciekali z powrotem do bazy w Puszczy Nalibockiej, gdzie można było
spokojnie grabić bezbronnych chłopów, nie narażając się na
niebezpieczeństwa walki (uciekł nawet brat Bielskiego).
Wobec niezdolności oraz nieprzydatności podkomendnych Bielskiego i
Zorina do walki z Niemcami sowieckie dowództwo wyznaczało im inne
zadania, sprowadzające się do „wyciskania” żywności i zaopatrzenia z
kompletnie zubożałej ludności oraz do działań pacyfikacyjnych. W
zakresie „operacji rekwizycyjnych” żydowscy partyzanci wykazywali się
wybitną aktywnością. Podstawowe wyniki tego rodzaju działań
prowadzonych przez podkomendnych Bielskiego podaje Z. Boradyn w
rozprawie doktorskiej („Niemen rzeka niezgody. Polsko-sowiecka wojna
partyzancka na Nowogródczyźnie 1943–1944”) na podstawie raportów
dowództwa partyzantki sowieckiej. Nie było tam, jak w filmie „Opór”,
efektownych walk z Niemcami czy wysadzonych pociągów, zabrano za to
ludności cywilnej: 200 t ziemniaków, 3 t kapusty, 5 t buraków, 5 t
zboża, 3 t mięsa i tonę kiełbasy. Co to znaczyło dla mieszkańców
terenu, który poddany został totalnej pacyfikacji niemieckiej – łatwo
sobie wyobrazić. Można się także domyślać, jakie uczucia żywiła ludność
wobec zaopatrzeniowców Bielskiego, którzy zabierali jej – dosłownie –
ostatni kawałek chleba.
Z. Boradyn ocenia jednoznacznie charakter tych działań, pisząc:
„Najbardziej bezwzględne rekwizycje przeprowadzały oddziały żydowskie”.
Można dodać, że były to w gruncie rzeczy jedyne prawdziwe „sukcesy”,
jakimi mogły owe grupy wykazać się wobec swoich sowieckich dowódców. W
sowieckich raportach pominięte zostały dane dotyczące ilości
zagrabionej odzieży, które także były znaczne (zabierano nawet
firanki). Działania „gospodarcze” grup żydowskich wobec ludności były
prowadzone w sposób tak bezwzględny i okrutny, że podczas pertraktacji
pomiędzy dowództwem Nowogródzkiego Okręgu AK i dowództwem sowieckim
(reprezentowanym przez Brygadę im. Lenina), do jakich doszło w czerwcu
1943 r., strona polska jako jeden z warunków porozumienia wysunęła
żądanie, by Sowieci nie wysyłali na rekwizycje Żydów, „[...] bo ci się
znęcają, gwałcą kobiety i [mordują?] małe dzieci [...] obrażają
ludność, straszą późniejszą zemstą sowietów, nie mają miary w swej
nieuzasadnionej złości i rabunku”.
Żydowskie oddziały traktowane były przez Rosjan w zasadzie wyłącznie
jako bazy gospodarcze i kwatermistrzowskie. Tu zorganizowano warsztaty
krawieckie, szewskie, szwalnie, polowe młyny, piekarnie i szpitale,
świadczące usługi na rzecz „liniowych” jednostek partyzantki
sowieckiej. Charakter działań tych oddziałów potwierdza szef sztabu
oddziału Zorina, Anatol Werthaim. Pisze on. m.in.: „Jedzenia było pod
dostatkiem, a nawet gromadziły się zapasy. [...] Nadwyżki jedzenia
posyłaliśmy nawet do Moskwy. Raz w tygodniu lądował na polowym lotnisku
w puszczy samolot: przywoził gazety i materiały propagandowe, a
zabierał z powrotem samogon, słoninę i kiełbasy własnego wyrobu”.
Wokół Nalibok
Trzeba wyraźnie powiedzieć, że oddziały Bielskiego i Zorina realizowały
sowieckie cele państwowe na terytorium Polski i uczestniczyły w
zwalczaniu polskiej działalności niepodległościowej. To, że Bielski był
obywatelem RP, ma wymiar moralnie i prawnie jednoznaczny (zdrada
główna). Z Zorinem, sowieckim Żydem z Mińska Białoruskiego, nie ma
takiego problemu – tyle tylko że „działał” on na polskim terytorium
państwowym – bo w sowieckiej części Białorusi nie byłoby czego grabić w
kołchozach.
Duffy pisze o działaniach prowadzonych przez oddział im. Ordżonikidzego
zimą 1944 r. na terenie pow. lidzkiego, m.in. 5 marca tegoż roku, kiedy
to „czerwoni” mieli zabić 47 Polaków. Znamienne – Duffy nie użył
określenia „partyzantów polskich” czy „białopolaków”. Zapewne był
świadom, że w rzeczywistości chodziło tu o działania pacyfikacyjne, tym
razem w rejonie Filonowców i Dokudowa, podczas których Sowieci i Żydzi
z oddziału „Ordżonikidze” wymordowali wiele polskich rodzin
podejrzanych o sprzyjanie AK. Doszło też wówczas do kilku walk z
oddziałami AK, które wystąpiły w obronie ludności (tylko w jednym z
tych starć poległo ośmiu polskich partyzantów).
Największą „operacją bojową”, w jakiej uczestniczyli sowieccy –
żydowscy – partyzanci z Puszczy Nalibockiej, była pacyfikacja osady
Naliboki, dokonana 8 maja 1943 r. Należy odnotować pojawiające się
niekiedy opinie, że ludzie Bielskiego nie uczestniczyli w nalibockiej
masakrze. Jednak niektórzy członkowie oddziału Bielskiego potwierdzali
udział tej grupy w owym zdarzeniu (np. Borys Rubin vel Rubieżewski w
wypowiedzi w filmie „The Bielsky Brothers: The Unknow Partisans” z 1993
r. czy Sulia Wołożyńska we wspomnieniach opublikowanych w 1980 r.).
Jedno jest pewne – mieszkańcy Nalibok pamiętali, że wśród zabójców byli
Żydzi. Także miejscowi, wymieniani przez nich z imienia i nazwiska.
Jeśli nie od Bielskiego – to od Zorina. Z. Boradyn jednoznacznie
potwierdza udział oddziału Bielskiego w zbrodni nalibockiej.
Miejscowość została w znacznej części spalona. „Czerwoni” partyzanci
rozstrzelali 129 osób. Nalibocka placówka AK, która opanowała
zorganizowaną pod przymusem białoruską „samoachowę” (samoobronę), miała
zawartą z partyzantką sowiecką umowę o nieagresji. W tej sytuacji
uderzenie bolszewickie na Naliboki należy oceniać jako świadome dążenie
do zlikwidowanie ośrodka polskich niepodległościowych struktur
organizacyjnych i wspierającej je ludności cywilnej (dodajmy, że
miejscowa „samoachowa”, ufna w porozumienie zawarte z sowieckim
dowództwem, została kompletnie zaskoczona i nie stawiała
zorganizowanego oporu). Wydarzenia w Nalibokach to nie starcie zbrojne,
lecz przeprowadzona z rozmysłem pacyfikacja, w której podkomendnym
Bielskiego przypadła istotna rola.
Udział Żydów Bielskiego w mordowaniu cywilnej ludności potwierdzają też
mieszkańcy, którzy przeżyli masakrę. Jeden z nich, Wacław Nowicki,
opisując to zdarzenie w swoich pamiętnikach, właśnie podkomendnym
Bielskiego przypisuje główny udział w rozstrzeliwaniu ludności: „[...]
Długa seria z kaemu rozpruła poniżej okien frontową ścianę naszego domu
[...]. Zza okien dolatywał krzyk: »dawaj wpieriod!, wpieriod!«. Mama
dopadła do okna. – Wieś płonie! – krzyczy. Wyskoczyłem w bieliźnie na
podwórko. Nad wioską i miasteczkiem dymy. Słychać strzelaninę i jęki.
Lament u naszych sąsiadów Łukaszewiczów. Dwóch uzbrojonych osobników
wyprowadza z chaty Karola w bieliźnie. [...] Dwa suche strzały z
pistoletu i były podoficer zawodowy, a ostatnio dowódca pierwszej
drużyny samoobrony zginął mi z oczu. [...] To nasi Żydzi zabili Karola.
Poznałem Matusa z synem, a ja ich obu w barciach chowałem – mówi ciężko
[dziadek autora wspomnień] siadając na taborecie. [...] Ale w odległej
o pół kilometra wsi, na wysokości Kunickich i Juncewiczów – trrr... i
nowy lament. To córka Jewiela skosiła z pepeszy Stasia Muchę i porwała
mu konia – powiedzą potem ludzie. O godzinie 7.00 strzały i jęki
ucichły. Zewsząd wiało grozą śmierci i zniszczenia. Ocaleli od pogromu
mogli teraz zobaczyć tragedię swego miasteczka i dokonanego na nim
ludobójstwa. W niespełna dwie godziny zginęło 129 osób, niewinnych
ludzi. Większość z nich, jak stwierdzali potem naoczni świadkowie, z
rąk siepaczy Bielskiego i »Pobiedy«. Mordercy (obojga płci) wpadali do
mieszkań i seriami z automatów unicestwiali we śnie cale rodziny, a
obrabowane domostwa (nawet z zegarków) w pośpiechu palili i pijani od
krwi, z okrzykiem „hura!” szli dalej mordować. Wielu zbudzonych nagłą
strzelaniną i jękiem sąsiadów wylatywało na podwórko. Tych z dziećmi
strzelano pod ścianami chat. Jedni i drudzy z domostwem obracali się w
popiół. Daleko słychać było ryk bydła i rżenie grabionych koni. Podczas
dantejskiego pogrzebu trudno było zidentyfikować pozostałe czasem tylko
kończyny po dzieciach, rodzicach, dziadkach – z rodów Karniewiczów,
Łojków, Chmarów i wielu innych. [...]”.
Raporty sowieckie opisywały napad na Naliboki jako operację bojową
przeciw „faszystowskiemu policyjnemu garnizonowi”, a straty
„przeciwnika” określały na około 300 zabitych (w rzeczywistości wśród
zabitych znalazł się jeden [!] białoruski policjant, przebywający
akurat w Nalibokach na urlopie u rodziny – reszta zamordowanych to
cywilni mieszkańcy).
Obozowy autokrata
Osobne zagadnienie to stosunki wewnątrz oddziału Bielskiego, często
przedstawiane w sposób wyidealizowany. Bielski, cieszący się dzięki
„podarunkom” protekcją gen. „Płatona”, dowódcy sił sowieckich na tym
terenie, był w obozowisku małym dyktatorem. Kilku podkomendnych,
niezadowolonych z jego autokratycznych rządów, po prostu zastrzelił.
„Gospodarka finansowa” Bielskiego była tak specyficzna, że zwróciła
uwagę jego bolszewickich przełożonych. Od osób trafiających do jego
obozu pobierał opłaty za „ochronę”, co jakiś czas urządzał też zbiórki
pieniędzy na „zakup broni”, której jednak płacący nie dostawali.
Dowództwo sowieckie zamierzało podjąć dochodzenie w sprawie haraczy
zdzieranych przez Bielskiego, a jeden z jego przełożonych sugerował
nawet aresztowanie go i rozstrzelanie (oczywiście – po odebraniu mu
zagrabionych środków finansowych). Z. Boradyn, opierając się na
sowieckich materiałach archiwalnych, pisze: „Bielski wzbogacał się
kosztem rodaków, od których brał i przywłaszczał pieniądze pod
pretekstem zakupu broni. W tej sprawie Stepan Szupienia wystosował list
do gen. »Płatona«: »[...] Bielski nie zajmował się pracą bojową, a
spekulował w oddziałach. Brał od swoich partyzantów złoto na zakup
broni i przywłaszczał je, a broni nie dawał. Sugerowałbym, by
zaproponować Bielskiemu, by przekazał złoto państwu (u niego znajduje
się ponad kilo carskich złotych monet), potem tego Bielskiego
aresztować i oddać pod sąd«”.
Z. Boradyn przytacza też fragment wspomnień „czerwonego” partyzanta
Józefa Marchwińskiego: „[...] Bielski bardziej kochał pieniądze i
wystawne życie od swych własnych bliźnich, którymi rządził w obozie.
Żądny władzy, a jeszcze bardziej pieniędzy, bez skrupułów obierał swych
współbraci z ich skromnych oszczędności, kiedy ci przybywali do obozu
[...] pieniądze te zasilały prywatną kasę Tewiego Bielskiego i jego
otoczenia”.
Podobnie postępował Siemion Zorin. Mimowolne świadectwo jego zachowania
dał w swoich wspomnieniach Anatol Wertheim, szef sztabu tej grupy.
Opisuje on zwykłe, codzienne śniadania Zorina i jego otoczenia, tak
wystawne, że zwykli mieszkańcy rejonu Puszczy Nalibockiej nie mogli
sobie pozwolić na taki „stół” nawet w czasie pokoju w okresie
świątecznym. Opisuje też słynne wyjazdy Zorina w teren w celu „żenienia
się”, które podejmował co kilka lub kilkanaście dni. Polegały one na
dokonaniu najazdu w kilkunastu, kilkudziesięciu uzbrojonych Żydów na
wybrany chutor, w którym Zorin wykorzystywał dziewczyny, jakie wpadły
mu w oko. Orgie trwały po dwa–trzy dni, a rodzice wybranki musieli przy
tym żywić Zorina i jego ludzi. Bez wątpienia tego rodzaju wyczyny
przysparzały popularności „czerwonym” żydowskim dowódcom jedynie wśród
ich zauszników, ale nie wśród uciskanej ludności.
Z. Boradyn podaje w swoim dziele: „Zachowanie się grup i oddziałów
żydowskich w terenie wywoływało oburzenie nie tylko ludności
miejscowej, ale i partyzantów sowieckich i innych narodowości.
Przysłany z Moskwy kpt. Kowalow, w czerwcu 1943 r. meldował
Czernyszowowi: »[...] Ludność Żydów nie lubi. Kiedy grupa żydowska
przechodzi przez Niemen, były wypadki rozbrajania ich przez naszych
partyzantów, którzy oddają zabraną broń chłopom i wspólnie biją Żydów
wołając ‘Bij Żydów – ratuj Rosję’«”.
Człowiek, który zdradził swój kraj
Trzeba poruszyć jeszcze jedną kwestię. Można niekiedy spotkać pogląd,
że polscy kresowi Żydzi nie mieli innej możliwości wyboru niż
przyłączenie się do bolszewików. Nic bardziej błędnego. W oddziałach AK
obowiązywało obywatelskie podejście do żołnierzy-ochotników. Każdy
obywatel RP mógł ubiegać się o możliwość służby w podziemnej armii.
Licznie korzystali z niej prawosławni – zarówno Polacy, Białorusini,
jak i tzw. tutejsi. W niektórych oddziałach służyło po 30–40 proc.
prawosławnych. Co więcej – w każdym batalionie partyzanckim AK na
Nowogródczyźnie znajdowali się jacyś obywatele sowieccy – najczęściej
antykomuniści, dezerterzy z formacji kolaboranckich w służbie
niemieckiej (Rosjanie, Kozacy, Ukraińcy, Azjaci). Nie było więc tu
jakiegoś szowinizmu narodowego czy religijnego. W wielu polskich
oddziałach AK służyli też i Żydzi. Najwięcej chyba w 1943 r. w
Batalionie Stołpeckim – operującym na obszarach działalności Bielskiego
i Zorina (znajdowali się głównie w służbach pomocniczych:
kwatermistrzostwie, taborach, służbie zdrowia). Dołączenie do polskiej
partyzantki AK było kwestią wyboru z ich strony – mogli pójść do
bolszewików, wybrali jednak „białopolaków”.
Innego wyboru dokonał Bielski. Ciekawy opis rozmowy grupy Żydów z
oficerem AK, por. Kacprem Miłaszewskim „Lewaldem” – dowódcą batalionu
partyzanckiego zwanego potocznie „legionem”, zawierają wspomnienia
Anatola Wertheima. Opisuje on życzliwą postawę akowców wobec Żydów.
Ostatecznie o możliwości wstąpienia do AK decydował stosunek Żydów do
państwa polskiego: „Panowie, powiedział [Miłaszewski], tych spośród
was, którzy pochodzą z centralnej lub zachodniej Polski, przyjmiemy do
Legionu bardzo chętnie. Wiem, że jesteście patriotami. Nie możemy
natomiast przyjąć nikogo z miejscowych. Tutejsi Żydzi sprzyjają
Sowietom, nie mamy do nich zaufania”. Ale nawet odchodzącym z jego
obozu miejscowym Żydom – zwolennikom bolszewizmu – wystawił przepustkę,
w której prosił wszystkie oddziały z terenu Puszczy Nalibockiej, by
udzieliły im pomocy. To dopiero późniejsze wydarzenia, zdradziecka
napaść Sowietów na polskie obozowiska i rozpętanie otwartej wojny z AK
spowodowały, że przepaść pomiędzy Polakami i „czerwoną” partyzantką,
także żydowską – stała się nie do pokonania.
Dla współczesnych mieszkańców USA czy Europy Zachodniej skomplikowane
realia wojny na północno-wschodnich kresach II RP są kompletnie
niezrozumiałe. Dlaczego postać Bielskiego i jego towarzyszy nie wzbudza
wśród Polaków oczekiwanego entuzjazmu? Przypomnijmy – Bielski to
obywatel RP, który w czasie pierwszej okupacji sowieckiej 1939–1941
kolaboruje z władzami okupacyjnymi (jest pracownikiem aparatu
sowieckiego), potem zaś wstępuje do partyzantki sowieckiej,
zwalczającej polską działalność niepodległościową i niszczącej polską
społeczność na kresach. Wraz ze swymi licznymi ziomkami stanął Bielski
po stronie sił niosących zagładę „staremu światu”. Amerykanin powie
może – to kwestia jego poglądów i konieczności, przed jaką stanął. Ale
ten sam Amerykanin zapytany, jak sklasyfikować postawę obywatela USA,
który z powodów ideowych czy religijnych zdecydował się na
zaangażowanie po stronie terrorystów islamskich zwalczających Stany
Zjednoczone – nie będzie miał wątpliwości. To człowiek, który zdradził
swój kraj.
Obraz funkcjonowania żydowskich oddziałów w ramach partyzantki
sowieckiej jest w rzeczywistości bardziej skomplikowany, niż ukazuje to
większość zachodnich publikacji, idealizujących bolszewicki ruch
partyzancki, a już działalność grup żydowskich – szczególnie. Mnie
osobiście epopeja Bielskich, Zorinów i innych kresowych Żydów kojarzy
się z przeczytaną przed laty historią unicestwienia jednego z plemion
afrykańskich (Ikowie – ludzie gór). Klęska głodu wywołana przez
lewicowy reżim spowodowała, że u członków wymierającego straszną
śmiercią plemienia zanikły normy wynikające z religii i tradycji, więzi
rodzinne, a nawet zwykłe ludzkie odruchy i reakcje. Nie liczyło się nic
oprócz zdobycia pożywienia – i przeżycia. Wydaje się, że podobnemu
procesowi podlegali Żydzi, ratujący się z Zagłady w szeregach
partyzantki bolszewickiej. Duffy’emu zawdzięczamy szczegółowe opisy
okrutnych rozpraw ludzi Bielskiego z rzeczywistymi lub domniemanymi
prześladowcami Żydów – białoruskimi i polskimi chłopami (zabijanie
całych rodzin, palenie gospodarstw z mieszkańcami, wieszanie żebrzących
o litość, rąbanie bezbronnych wieśniaków siekierami).
Charakterystyczne, że relacjodawcy Duffy’ego nie zdobyli się na szerszą
refleksję dotyczącą moralnego spustoszenia, które czyni wojna nie tylko
u oprawców, ale i wśród ich ofiar.
A „Opór”? – Cóż, to tylko opowiastka dla „pokrzepienia” żydowskich (amerykańskich) serc.
Tekst z Gazety Polskiej (28.01.2009)





















































