PublicystykaHistoriaGra w salonowca
mail
[Zaloguj]

14-03 - dzisiejsze rocznice:

Linki

Gra w salonowca czyli
Kto miał rządzić Europą Wschodnią po 1944 r.

Lazarowicz Publikujemy tekst autorstwa naszego kolegi, red. nacz. "Opcji na prawo", Romualda Lazarowicza. Polemika z W. Kuczyńskim wysłana ponad tydzień temu do redakcji Rzeczpospolitej pozostała bez odpowiedzi. Uważamy, że choć Kuczyński na polemikę nie zasługuje, to chcemy aby Redakcja Rzeczpospolitej jasno ustosunkowała się do propozycji - niechaj to "będzie: Tak, tak; nie, nie".
Z pewnym niedowierzaniem czytałem artykuł Waldemara Kuczyńskiego „Kto miał rządzić Polską od 1944 roku” („Rzeczpospolita” 29-30 listopada), mimo że autor znany jest w kręgu entuzjastów rozgrzeszania i upiększania PRL. Z jego tekstu wynika niezbicie, że zamiast upokarzać generała Jaruzelskiego procesem powinniśmy właściwie zacząć dyskusję nad kształtem jego pomnika.
Logika, którą zaprezentował w swoim artykule Kuczyński, gdyby ją przyjąć na poważnie, a nie traktować jedynie jako sposób wybielania Wojciecha Jaruzelskiego, uniemożliwiłaby postawienie przed sądem kogokolwiek. Nawet największych gangsterów! Pewne jest przecież, że w każdym społeczeństwie występuje element kryminalny. Jak więc można sądzić konkretnych przestępców, skoro wiadomo, że jak nie ci, to byliby inni – kto wie czy nie gorsi? Praktycznie też każda postać historyczna znalazłaby się poza jakimkolwiek osądem. Działanie każdej było koniecznością (skoro do niego doszło), zatem jej czyny nie powinny podlegać wartościowaniu. Wartościowaniu negatywnemu, bo w znajdowaniu argumentów obrony Kuczyński nie widzi nic złego.
Aktywność Kuczyńskiego i jego kolegów ma jeden cel zasadniczy: tak zamącić ludziom w głowach, tak rozmyć pojęcia i zamazać odpowiedzialność za PRL, żeby już wszystko przestało być czytelne, a pojęcia dobra i zła zagubiły się w ogólnej szarości. Winę za PRL ponosi... konieczność historyczna i wszyscy żyjący w nim Polacy – bo przecież właśnie w nim żyli. Praktycznie największe zasługi dla Polski ponieśli członkowie nomenklatury, którzy – jak pisze Kuczyński – wystawili się na mniejsze lub większe ześwinienie z racji zarządzania złem, by reszta mogła żyć w państwie własnym, choć podległym, ale nie cudzym. Akurat!
Całkiem poważnie autor stwierdza, że gdyby nie ci wszyscy sowieccy kolaboranci, stworzono by w Polsce republikę sowiecką, co uniemożliwiłoby dobrodziejstwa, jakie na nas w PRL mimo wszystko spłynęły. Cóż, być może gdyby nie znaleźli się polscy zdrajcy (Kuczyński ostro przeciwstawia się temu terminowi, nie widzę jednak powodu, by go nie używać), Stalin przysłałby pewnie więcej sowietów, niż było ich faktycznie na wszystkich kluczowych stanowiskach. Jednak w żadnym wypadku nie czyni to zdrady mniej obrzydliwą czy haniebną. Motywy, którymi kierowali się kolaboranci, nie były bynajmniej idealistyczne ani patriotyczne. Wyłącznie egoistyczne (Kuczyński odnajduje motywy od wzniosłych przez zwykłe do podłych. Wzniosłe to z pewnością te generalskie. Jakie były zwykłe, nie wiem). A to spora różnica, jeśli po latach próbujemy ocenić przeszłość. Patrioci, panie Kuczyński, siedzieli w PRL w więzieniach i zapełniali cmentarze, a nie komitety partyjne. Oczywiście, nie wszyscy i nie zawsze siedzieli, ale podział był właśnie taki.
Zadajmy to samo pytanie, co Waldemar Kuczyński, ale w kontekście całej Europy Wschodniej: Kto miał nią rządzić po 1944 r.? Nie ma powodu traktować odmiennie od Polski reżimów na Węgrzech, w Czechach, Bułgarii, Rumunii, NRD. Zatem i tam musieliśmy mieć do czynienia z „obiektywnymi patriotami”, którzy ocalili swoje kraje przed utworzeniem w nich republik sowieckich. Czyli w praktyce nie ma ludzi odpowiedzialnych za utrzymywanie komunizmu w Europie Wschodniej! Bo przecież ci, którzy maltretowali własne narody, w istocie działali na ich rzecz. To właśnie stwierdza Waldemar Kuczyński. Gdy występuje w obronie Jaruzelskiego (oczywiście, udaje przy tym bezstronność, zastrzega się, że nie wie, czy był zbrodniarzem czy dobroczyńcą), broni w istocie całej tej ferajny – Rakosiego, Ulbrichta, Gottwalda, Novotnego, Husaka, Georghiu-Deja, Ceausescu, Żiwkowa, Tito, Hodży i tysięcy innych herosów czerwonej gwiazdy, którzy niszczyli własne narody w interesie sowieckiego imperium. Dla Kuczyńskiego to „obiektywni patrioci”. Wyobraźmy sobie tylko, jak patriotyczne (obiektywnie) uniesienia musiały dominować nad obradami RWPG i Układu Warszawskiego!
Wyczuwam pewne Schadenfreude Kuczyńskiego, gdy pisze: Ogromna większość Polaków, niecierpiąca komunistów i Sowietów, wybrała moszczenie się w nowej rzeczywistości zamiast jej zwalczania przez bicie głową o mur. Tyle że dokładnie to samo można stwierdzić o życiu w Generalnej Guberni. To stwierdzenie oznacza po prostu, że ludzie żyją w każdych warunkach. Nie jest to odkrywcze. Dalej jednak jest tak: do garstki komunistów szybko dołączyły setki tysięcy, a potem jeszcze ze dwa, trzy miliony rodaków, tworząc warstwę zarządzającą PRL.(...), która pozwalała narodowi przetrwać okres podległości o wiele lepiej, niżby to było, gdyby nikt współpracy ze złem nie podjął. Każdy reżim, zwłaszcza utrzymujący się dłużej przy władzy, obrasta w grono swoich czynowników i współpracowników, ale liczebność kolaboracji nie stanowi dla mnie argumentu na rzecz czynienia z niej cnoty. A obiektywne dobro wynikające z subiektywnego zła to jedynie efekt żonglerki wariantami niespełnionej historii.
Pisze Kuczyński: Stawiam Maciejowi Ziębie i podobnie jak on myślącym pytanie niezwykle proste: kto miał rządzić totalitarnym złem warunkującym istnienie kalekiego, ale jednak państwa polskiego i ważnych dla narodu dóbr z nim związanych? A kogo – poza zwolennikami dzielenia włosa na czworo – obchodzi tak postawione pytanie i jak się to ma do winy konkretnych ludzi i ich organizacji za zdradę i inne zbrodnie? Rzecz nie w tym, by sądzić jakąś „konieczność historyczną”, a czyny konkretnych osób i ich działania na rzecz wroga i przeciw wolnej Polsce. Zapewne znaleźliby się inni zdrajcy, ale oceniać mamy tych właśnie, realnie istniejących.
Kuczyński abstrahuje całkowicie od fundamentalnej dla naszej cywilizacji zasady odpowiedzialności ludzi za własne czyny. Woli pisać o kraju, który nie mógł swobodnie decydować o porządku wewnętrznym. Kraj istotnie nie mógł, ale poszczególni ludzie mogli – wybierali zło i czynili zło. Teraz zaś mają nie ponieść konsekwencji, bo... budzi to odrazę p. Kuczyńskiego i jego kolegów. Odwrócenie ładu moralnego Europy, obowiązującego przez stulecia.
Granice bezwstydu przekracza jednak Kuczyński zdecydowanie, gdy włącza kontekst historyczny i pisze: nawet ludzie od tak okropnych zajęć jak esbecy, szpicle czy cenzorzy, a w pewnym okresie kaci, stają się częścią warstwy, która była niezbędna, by kalekie, ale autonomiczne państwo polskie istniało. Znowu ta pokrętna logika, każąca w najgorszych swołoczach upatrywać anielskości! To oprawcy Witolda Pileckiego, Łukasza Cieplińskiego, mojego dziadka i tysięcy innych niewinnych ludzi (również księdza Popiełuszki) okazują się patriotami, pomordowani zaś wychodzą na naiwnych głupców, nierozumiejących intencji tak zacnych Wallenrodów!
Kuczyński et consortes skłonni są wyartykułować niejedną bzdurę, byleby uzasadnić obronę swoich pupilów. Pisze, na przykład, Kuczyński: Z tego, że generał Jaruzelski był oficerem Informacji Wojskowej (jeśli był), oficerem politycznym, aktywistą partyjnym i tak dalej, nic nie wynika, gdy chodzi o jego ocenę. Ważne jest, co robił w tych rolach. (...) A mogły to być czyny złe i dobre. No tak, bo Informacja Wojskowa (czyli wojskowa bezpieka, podporządkowana bezpośrednio Moskwie) czy PZPR były nastawione na działania dobre i uczestnictwo w nich jest tytułem do chluby!
Oczywiście dla autora nie mają znaczenia dokumenty, które przeczą tezom głoszonym przez Jaruzelskiego. Rzecz jasna, dezawuuje rozreklamowany stenogram z posiedzenia Biura Politycznego KPZR. To, że Jaruzelski prosił o interwencję, a sowieci odmówili, jest bez znaczenia. Generał jest zacny i patriota z definicji. Kuczyński dokonuje swoistej falsyfikacji wymowy dokumentu: Zrobienie ze wspomnianego stenogramu koronnego dowodu, że Rosja Breżniewa pogodziłaby się z utratą Polski, dowodzi tego, jak bardzo pragnienie – również części historyków – by dopaść twórców stanu wojennego, dewastuje warsztat i etos naukowy. A przy okazji pokazuje ich polityczną ignorancję. Ten stenogram jest przecież jedynie dowodem na to, że Jaruzelski opowiada bajki, gdy powołuje się na groźbę sowieckiej interwencji, przed którą uchronić miał Polskę stan wojenny. Nie ma mowy o domniemanej zgodzie Rosji Breżniewa. Dla Kuczyńskiego alternatywa jest taka: albo sowiecka interwencja, albo zgoda sowietów na utratę Polski. Żadnych innych możliwości (poza stanem dwuwładzy, który uznaje za nierealny) nie dostrzega. I ten brak własnej wyobraźni też zapisuje na dobro generała.
Cała kariera generała Jaruzelskiego stała pod znakiem wypełniania, czy wręcz uprzedzania, sowieckich życzeń. Działał w Polsce z moskiewskiego nadania i to interesy Moskwy, nie Polski, reprezentował. Oczywiście, jak każdy sprawny aparatczyk komunistyczny, usta pełne miał patriotycznych fraz, nie zmieniało to jednak faktów, a jedynie obnażało hipokryzję. I gdy zwalczał polskie podziemie powojenne, i gdy najeżdżał Czechosłowację, i gdy wprowadzał stan wojenny, i wreszcie gdy realizował polską wersję pierestrojki, zwieńczoną „okrągłym stołem” – zawsze czynił to w sowieckim interesie czy wręcz z sowieckiego polecenia. Motywy patriotyczne były obecne w jego przemówieniach, nie zaś w czynach. Oceniać go zaś mamy właśnie za czyny, a nie za uroki tekstów płk. Górnickiego.
Warto może pokusić się o porównanie gen. Jaruzelskiego z marszałkiem Philippem Pétainem. Marszałek był patriotą francuskim, a kolaborację podjął pod koniec życia, już po dokonaniu w czasie I wojny światowej bohaterskich czynów w obronie ojczyzny. A zdecydował się na to, bo tak rozumiał potrzebę chwili i interes Francji. Mimo to został skazany na śmierć (wyroku nie wykonano) za kolaborację z wrogiem. Nie są znane żadne bohaterskie czyny Jaruzelskiego, a całe jego dojrzałe życie stało pod znakiem współpracy z obcym imperium, sprawowaniem władzy w jego imieniu.
Kuczyński zaprzecza, by był dobrodusznie naiwny. Jestem skłonny zgodzić się co do negacji pierwszego określenia, mam spore wątpliwości co do drugiego. Jego środowisko nieodmiennie z wielkim zadufaniem, wręcz butą (jak Stefan Chwin) poucza maluczkich w kwestiach etyki, sprawiedliwości, uczciwości, mając ku temu bardzo słabe podstawy.
Charakterystyczna dla tej formacji, jest pozycja, do jakiej przywykła w latach komunizmu, charakterystyczna dla gry w salonowca, którą z narodem uprawiali jego partyjni dobroczyńcy. Prosty lud określa ją jako nadstawianie d... Ci wszyscy wyrafinowani intelektualiści, obracający się w kręgu własnych konstruktów, które przesłaniają im zwykły świat, tak przywykli do klasycznej pozycji salonowca, że aż ją polubili i nadal ją utrzymują. Czyżby przygotowywali się na nadejście kolejnych uczestników gry? Proponowane przez Kuczyńskiego powszechna amnestia i narodowa amnezja zdają się to sugerować.
Romuald Lazarowicz,
dodany: 2008-12-02
Słowa kluczowe: agentura, NKWD, polemika, Kuczyński,
KOMENTARZE:
Zaloguj się