14-03 - dzisiejsze rocznice:
- 6. reelekcji Wł.Putina na urząd prezydenta Rosji
- 20. komunikatu GUS o inflacji w ciągu 12 m-cy - 1360%
- 30. katastrofy w poblliżu lotniska Okęcie
- 46. złożenia Listu 34
- 61. mordu sądowego na Henryku Wieliczce ps."Lufa"
- 71. rozpadu Czechosłowacji
- 86. przyznania Polsce terenu na Westerplatte
- 105. założenia Chelsea Football Club
- 440. statutów Karnkowskiego
- 570. zawiązania Związku Pruskiego
Szukaj
Nowości
- KM - W obronie IPN - 12/01
- Poseł PiS A.Macierewicz poinformował - 28/11
- Na ile Polska jest niepodległa? - 10/11
- Nie zrozumcie mnie źle... - 10/10
- MAFIA HAZARDOWA. KOLEJNA ODSŁONA - 1/10
- Kultura po polsku - 23/09
- Change - 20/09
- Co dziad mógłby powiedzieć obrazowi - 18/09
- Fasada (o maliźnie...) - 18/09
- Pauza strategiczna dobiega końca - 18/09
Wiadomości bieżące
- Armagnac ma 700 lat
- AI chce odtajnienia śledztwa
- Stoch wygrał kwalifikacje
- Niemcy: wpadka policji
- Apel Komorowskiego do Sikorskiego
- Targi łowieckie w Mińsku
- Gdynia stolicą podróżników
- Białoruś - nie ma zgody na demonstrację
- Prezydent - kondolencje dla Kazachów
- Komorowski: debata tak, ale w klubie PO
Gra w salonowca czyli
Kto miał rządzić Europą Wschodnią po 1944 r.
Z pewnym niedowierzaniem czytałem artykuł Waldemara Kuczyńskiego „Kto miał rządzić Polską od 1944 roku”
(„Rzeczpospolita” 29-30 listopada), mimo że autor znany jest w kręgu
entuzjastów rozgrzeszania i upiększania PRL. Z jego tekstu wynika
niezbicie, że zamiast upokarzać generała Jaruzelskiego procesem
powinniśmy właściwie zacząć dyskusję nad kształtem jego pomnika.
Logika, którą zaprezentował w swoim
artykule Kuczyński, gdyby ją przyjąć na poważnie, a nie traktować
jedynie jako sposób wybielania Wojciecha Jaruzelskiego, uniemożliwiłaby
postawienie przed sądem kogokolwiek. Nawet największych gangsterów!
Pewne jest przecież, że w każdym społeczeństwie występuje element
kryminalny. Jak więc można sądzić konkretnych przestępców, skoro
wiadomo, że jak nie ci, to byliby inni – kto wie czy nie gorsi?
Praktycznie też każda postać historyczna znalazłaby się poza
jakimkolwiek osądem. Działanie każdej było koniecznością (skoro do
niego doszło), zatem jej czyny nie powinny podlegać wartościowaniu.
Wartościowaniu negatywnemu, bo w znajdowaniu argumentów obrony
Kuczyński nie widzi nic złego.
Aktywność Kuczyńskiego i jego
kolegów ma jeden cel zasadniczy: tak zamącić ludziom w głowach, tak
rozmyć pojęcia i zamazać odpowiedzialność za PRL, żeby już wszystko
przestało być czytelne, a pojęcia dobra i zła zagubiły się w ogólnej
szarości. Winę za PRL ponosi... konieczność historyczna i wszyscy
żyjący w nim Polacy – bo przecież właśnie w nim żyli. Praktycznie
największe zasługi dla Polski ponieśli członkowie nomenklatury, którzy
– jak pisze Kuczyński – wystawili się na mniejsze lub większe
ześwinienie z racji zarządzania złem, by reszta mogła żyć w państwie
własnym, choć podległym, ale nie cudzym. Akurat!
Całkiem poważnie autor stwierdza, że
gdyby nie ci wszyscy sowieccy kolaboranci, stworzono by w Polsce
republikę sowiecką, co uniemożliwiłoby dobrodziejstwa, jakie na nas w
PRL mimo wszystko spłynęły. Cóż, być może gdyby nie znaleźli się polscy
zdrajcy (Kuczyński ostro przeciwstawia się temu terminowi, nie widzę
jednak powodu, by go nie używać), Stalin przysłałby pewnie więcej
sowietów, niż było ich faktycznie na wszystkich kluczowych
stanowiskach. Jednak w żadnym wypadku nie czyni to zdrady mniej
obrzydliwą czy haniebną. Motywy, którymi kierowali się kolaboranci, nie
były bynajmniej idealistyczne ani patriotyczne. Wyłącznie egoistyczne
(Kuczyński odnajduje motywy od wzniosłych przez zwykłe do podłych. Wzniosłe to z pewnością te generalskie. Jakie były zwykłe,
nie wiem). A to spora różnica, jeśli po latach próbujemy ocenić
przeszłość. Patrioci, panie Kuczyński, siedzieli w PRL w więzieniach i
zapełniali cmentarze, a nie komitety partyjne. Oczywiście, nie wszyscy
i nie zawsze siedzieli, ale podział był właśnie taki.
Zadajmy to samo pytanie, co Waldemar
Kuczyński, ale w kontekście całej Europy Wschodniej: Kto miał nią
rządzić po 1944 r.? Nie ma powodu traktować odmiennie od Polski reżimów
na Węgrzech, w Czechach, Bułgarii, Rumunii, NRD. Zatem i tam musieliśmy
mieć do czynienia z „obiektywnymi patriotami”, którzy ocalili swoje
kraje przed utworzeniem w nich republik sowieckich. Czyli w praktyce
nie ma ludzi odpowiedzialnych za utrzymywanie komunizmu w Europie
Wschodniej! Bo przecież ci, którzy maltretowali własne narody, w
istocie działali na ich rzecz. To właśnie stwierdza Waldemar Kuczyński.
Gdy występuje w obronie Jaruzelskiego (oczywiście, udaje przy tym
bezstronność, zastrzega się, że nie wie, czy był zbrodniarzem czy dobroczyńcą),
broni w istocie całej tej ferajny – Rakosiego, Ulbrichta, Gottwalda,
Novotnego, Husaka, Georghiu-Deja, Ceausescu, Żiwkowa, Tito, Hodży i
tysięcy innych herosów czerwonej gwiazdy, którzy niszczyli własne
narody w interesie sowieckiego imperium. Dla Kuczyńskiego to
„obiektywni patrioci”. Wyobraźmy sobie tylko, jak patriotyczne
(obiektywnie) uniesienia musiały dominować nad obradami RWPG i Układu
Warszawskiego!
Wyczuwam pewne Schadenfreude Kuczyńskiego, gdy pisze: Ogromna
większość Polaków, niecierpiąca komunistów i Sowietów, wybrała
moszczenie się w nowej rzeczywistości zamiast jej zwalczania przez
bicie głową o mur. Tyle że dokładnie to samo można stwierdzić o
życiu w Generalnej Guberni. To stwierdzenie oznacza po prostu, że
ludzie żyją w każdych warunkach. Nie jest to odkrywcze. Dalej jednak
jest tak: do garstki komunistów szybko dołączyły setki tysięcy, a
potem jeszcze ze dwa, trzy miliony rodaków, tworząc warstwę
zarządzającą PRL.(...), która pozwalała narodowi przetrwać okres podległości o wiele lepiej, niżby to było, gdyby nikt współpracy ze złem nie podjął.
Każdy reżim, zwłaszcza utrzymujący się dłużej przy władzy, obrasta w
grono swoich czynowników i współpracowników, ale liczebność kolaboracji
nie stanowi dla mnie argumentu na rzecz czynienia z niej cnoty. A
obiektywne dobro wynikające z subiektywnego zła to jedynie efekt
żonglerki wariantami niespełnionej historii.
Pisze Kuczyński: Stawiam
Maciejowi Ziębie i podobnie jak on myślącym pytanie niezwykle proste:
kto miał rządzić totalitarnym złem warunkującym istnienie kalekiego,
ale jednak państwa polskiego i ważnych dla narodu dóbr z nim
związanych? A kogo – poza zwolennikami dzielenia włosa na czworo –
obchodzi tak postawione pytanie i jak się to ma do winy konkretnych
ludzi i ich organizacji za zdradę i inne zbrodnie? Rzecz nie w tym, by
sądzić jakąś „konieczność historyczną”, a czyny konkretnych osób i ich
działania na rzecz wroga i przeciw wolnej Polsce. Zapewne znaleźliby
się inni zdrajcy, ale oceniać mamy tych właśnie, realnie istniejących.
Kuczyński abstrahuje całkowicie od
fundamentalnej dla naszej cywilizacji zasady odpowiedzialności ludzi za
własne czyny. Woli pisać o kraju, który nie mógł swobodnie decydować o porządku wewnętrznym.
Kraj istotnie nie mógł, ale poszczególni ludzie mogli – wybierali zło i
czynili zło. Teraz zaś mają nie ponieść konsekwencji, bo... budzi to
odrazę p. Kuczyńskiego i jego kolegów. Odwrócenie ładu moralnego
Europy, obowiązującego przez stulecia.
Granice bezwstydu przekracza jednak Kuczyński zdecydowanie, gdy włącza kontekst historyczny i pisze: nawet
ludzie od tak okropnych zajęć jak esbecy, szpicle czy cenzorzy, a w
pewnym okresie kaci, stają się częścią warstwy, która była niezbędna,
by kalekie, ale autonomiczne państwo polskie istniało. Znowu ta
pokrętna logika, każąca w najgorszych swołoczach upatrywać anielskości!
To oprawcy Witolda Pileckiego, Łukasza Cieplińskiego, mojego dziadka i
tysięcy innych niewinnych ludzi (również księdza Popiełuszki) okazują
się patriotami, pomordowani zaś wychodzą na naiwnych głupców,
nierozumiejących intencji tak zacnych Wallenrodów!
Kuczyński et consortes skłonni są wyartykułować niejedną bzdurę, byleby uzasadnić obronę swoich pupilów. Pisze, na przykład, Kuczyński: Z
tego, że generał Jaruzelski był oficerem Informacji Wojskowej (jeśli
był), oficerem politycznym, aktywistą partyjnym i tak dalej, nic nie
wynika, gdy chodzi o jego ocenę. Ważne jest, co robił w tych rolach. (...) A mogły to być czyny złe i dobre. No
tak, bo Informacja Wojskowa (czyli wojskowa bezpieka, podporządkowana
bezpośrednio Moskwie) czy PZPR były nastawione na działania dobre i
uczestnictwo w nich jest tytułem do chluby!
Oczywiście dla autora nie mają znaczenia dokumenty, które przeczą tezom głoszonym przez Jaruzelskiego. Rzecz jasna, dezawuuje rozreklamowany stenogram z posiedzenia Biura Politycznego KPZR. To,
że Jaruzelski prosił o interwencję, a sowieci odmówili, jest bez
znaczenia. Generał jest zacny i patriota z definicji. Kuczyński
dokonuje swoistej falsyfikacji wymowy dokumentu: Zrobienie ze
wspomnianego stenogramu koronnego dowodu, że Rosja Breżniewa
pogodziłaby się z utratą Polski, dowodzi tego, jak bardzo pragnienie –
również części historyków – by dopaść twórców stanu wojennego,
dewastuje warsztat i etos naukowy. A przy okazji pokazuje ich
polityczną ignorancję. Ten stenogram jest przecież jedynie dowodem
na to, że Jaruzelski opowiada bajki, gdy powołuje się na groźbę
sowieckiej interwencji, przed którą uchronić miał Polskę stan wojenny.
Nie ma mowy o domniemanej zgodzie Rosji Breżniewa. Dla Kuczyńskiego alternatywa jest taka: albo sowiecka interwencja, albo zgoda sowietów na utratę Polski. Żadnych innych możliwości (poza stanem dwuwładzy, który uznaje za nierealny) nie dostrzega. I ten brak własnej wyobraźni też zapisuje na dobro generała.
Cała kariera generała Jaruzelskiego
stała pod znakiem wypełniania, czy wręcz uprzedzania, sowieckich
życzeń. Działał w Polsce z moskiewskiego nadania i to interesy Moskwy,
nie Polski, reprezentował. Oczywiście, jak każdy sprawny aparatczyk
komunistyczny, usta pełne miał patriotycznych fraz, nie zmieniało to
jednak faktów, a jedynie obnażało hipokryzję. I gdy zwalczał polskie
podziemie powojenne, i gdy najeżdżał Czechosłowację, i gdy wprowadzał
stan wojenny, i wreszcie gdy realizował polską wersję pierestrojki,
zwieńczoną „okrągłym stołem” – zawsze czynił to w sowieckim interesie
czy wręcz z sowieckiego polecenia. Motywy patriotyczne były obecne w
jego przemówieniach, nie zaś w czynach. Oceniać go zaś mamy właśnie za
czyny, a nie za uroki tekstów płk. Górnickiego.
Warto może pokusić się o porównanie
gen. Jaruzelskiego z marszałkiem Philippem Pétainem. Marszałek był
patriotą francuskim, a kolaborację podjął pod koniec życia, już po
dokonaniu w czasie I wojny światowej bohaterskich czynów w obronie
ojczyzny. A zdecydował się na to, bo tak rozumiał potrzebę chwili i
interes Francji. Mimo to został skazany na śmierć (wyroku nie wykonano)
za kolaborację z wrogiem. Nie są znane żadne bohaterskie czyny
Jaruzelskiego, a całe jego dojrzałe życie stało pod znakiem współpracy
z obcym imperium, sprawowaniem władzy w jego imieniu.
Kuczyński zaprzecza, by był dobrodusznie naiwny.
Jestem skłonny zgodzić się co do negacji pierwszego określenia, mam
spore wątpliwości co do drugiego. Jego środowisko nieodmiennie z
wielkim zadufaniem, wręcz butą (jak Stefan Chwin) poucza maluczkich w
kwestiach etyki, sprawiedliwości, uczciwości, mając ku temu bardzo
słabe podstawy.
Charakterystyczna dla tej formacji,
jest pozycja, do jakiej przywykła w latach komunizmu, charakterystyczna
dla gry w salonowca, którą z narodem uprawiali jego partyjni
dobroczyńcy. Prosty lud określa ją jako nadstawianie d... Ci wszyscy
wyrafinowani intelektualiści, obracający się w kręgu własnych
konstruktów, które przesłaniają im zwykły świat, tak przywykli do
klasycznej pozycji salonowca, że aż ją polubili i nadal ją utrzymują.
Czyżby przygotowywali się na nadejście kolejnych uczestników gry?
Proponowane przez Kuczyńskiego powszechna amnestia i narodowa amnezja
zdają się to sugerować.
KOMENTARZE:
Zaloguj się























































