PublicystykaHistoriaCzas przeszły ...
mail
[Zaloguj]

11-03 - dzisiejsze rocznice:

Linki

Czas przeszły (przegrani Sycylijczycy, sprytni Judajczykowie)

W-babel Byłbym głupcem (lub samobójcą) gdybym nie zauważył na wstępie, że ten kto uzna mój tekst za przejaw antysemityzmu okaże się skrajnym idiotą. Żadnego antysemityzmu w nim nie ma choć przyznaję, że użyte w tytule słowo „Judajczykowie” jest moją prowokacją uczynioną z cała świadomością jego nienajlepszych choć bezsensownych konotacji i bezsensownych oskarżeń, które w oparciu o nie wysuwano. (...)

Byłbym głupcem (lub samobójcą) gdybym nie zauważył na wstępie, że ten kto uzna mój tekst za przejaw antysemityzmu okaże się skrajnym idiotą. Żadnego antysemityzmu w nim nie ma choć przyznaję, że użyte w tytule słowo „Judajczykowie" jest moją prowokacją uczynioną z cała świadomością jego nienajlepszych choć bezsensownych konotacji i bezsensownych oskarżeń, które w oparciu o nie wysuwano.

Tekst zaś... miał być o czymś zupełnie innym a ten pierwszy pomysł narodził się z przypadkowych odwiedzin i przypadkowych zestawień.
Około południa, wiedziony ciekawością rozbudzoną notką Krzysztofa Leskiego zajrzałem na stronę Gazety Wyborczej w poszukiwaniu anonsowanych przez niego materiałów. Nie znalazłem ich ale tę chwilową, bo zaraz naprawioną przez Warmiaczkę i samego Leskiego stosownymi linkami, porażkę zrekompensowało mi znalezione w odwiedzonym miejscu ciekawe zestawienie tytułów. Obok tekstu Katarzyny Wiśniewskiej „Papież w Yad Vashem. Zabrakło mea culpa" poświęconego wizycie Benedykta XVI w Izraelu znalazłem wywiad Wadima Makarenki z Philipem Zimbardo pod wiele mówiącym (jak uznałem) tytułem: „Zimbardo:Polacy, zostawcie już przeszłość". Oczywistym wydało mi się rozważanie nad tym, że to samo medium obok siebie jednym każe nie tylko pamiętać a wręcz się kajać a drugim radzi, by pamięci poniechali. To mógł być ciekawy tekst, o ile dobrze bym go napisał. Ale zdecydowanie ciekawiej zrobiło się, gdy przeczytałem materiał Makarenki. W rozmowie z autorem legenda psychologii w znakomitej narracji mówi o czasie jako perspektywie, z której wynika nasze szczęście i spełnienie. Zestawia ze sobą Zimbardo całkowitą jałowość odwracania się do życia plecami, ciągłego zapatrzenia w przeszłość z niewiele bardziej wartościowym mocnym życiem chwilą obecną i najbardziej twórczym wypatrywaniem przyszłości.

Znakomitą ilustracją jest konfrontacja mistrza z własną krwią i korzeniami. Przez pryzmat swojego narodu i swej rodziny pokazuje jak bardzo to przywiązanie do czasu determinuje los zbiorowości. Opowiada on, Amerykanin o sycylijskich korzeniach jak najpierw sobie a później Sycylijczykom uświadomił coś, czego, choć było to oczywiste, sami nie widzieli. W sycylijskim dialekcie nie występuje czas przyszły. Mówił też o ojcu, który przyszłością sobie głowy nie zaprzątał. I coś w tym odkryciu Zimbarda jest. Jeśli ktoś był kiedyś na Sycylii wie, że to miejsce zapomniane przez czas i porzucone jakąś chwilę wcześniej przez cywilizację. A legendarni sycylijczycy przeszli do legendy dopiero gdy stali się Amerykanami i przy swej sycylijskiej duszy, zaczęli myśleć po amerykańsku.

Dostaje się również, co zresztą tytuł wyraźnie wskazuje, i nam, zamkniętym w wojnach o przeszłość i z przeszłością. Uwiera nas ona w stosunku do władzy i siebie samych. Przeszkadza nam ufać i czyni z nas pokolenie wciąż pozostające pod zaborami. A jego recepta? Zostawmy przeszłości za sobą!

Ale nie chcę wdawać się w ocenę tej diagnozy. Dokonujemy jej w ostatnich dniach na różne sposoby otrzymując różne rezultaty. Więc zostawię to innym i zajmę się czymś zupełnie innym.

Bo cóż ma ten tekst wspólnego z pielgrzymką papieską do Ziemi Świętej? Z nią samą nic. Ale wydał mi się mocno dyskutować z, ponownie w czasie tej wizyty zgłoszonymi, pretensjami do Kościoła Katolickiego i kolejnym oczekiwaniem przeprosin. Czytając tekst Wiśniewskiej zastanawiałem się ile jeszcze potrzeba przeprosin, kajania się i klękania przed Ścianą Płaczu i jak długo jeszcze kolejne pokolenia będą żyły w poczuciu krzywdy i w poczuciu winy. I tu mi nagle wywód Zimbarda o życiu przeszłością i w przyszłość wydał się całkiem chybiony. Bo właśnie miałem przed sobą kolejną walkę o pamięć narodu, który zdaje się żyć ciągle w roku 1941, 42, 43... Teoretycznie naród duchów zdolnych tylko do pochylania się nad swoją niedolą i do krzyku o karę dla wszystkich, którzy za nią odpowiadają. A jednak naród silny. Potrafiący jak żaden inny przetrwać w warunkach skrajnie nieprzyjaznych albo wręcz wrogich. Potrafiący zbudować kolosa, który bez najmniejszego strachu zmagał się i zmaga z otaczającymi go Goliatami. Istniejący u siebie (bo tak czuje) od dziesiątków lat i nie dający nikomu sobą pomiatać. I w pierwszej chwili pomyślałem, że to dowód na błędne myślenie Zimbarda. Ale to właśnie moje zwątpienie było błędem. Chwilowym zresztą bo uświadomiłem sobie, że istotą trwania tego narodu zawsze było właśnie spoglądanie w przyszłość. Od Abrahama i Mojżesza sensem ich istnienia jest czekanie i wyglądanie. Ciągle czekają na Mesjasza i dzięki temu oczekiwaniu nie pogubili się w diasporze i odnaleźli się na ziemi ojców.

A ów Holokaust? To ich broń potężna. Za jej pomocą osłabiają wrogów i konkurentów. Bo przecież to im właśnie, to nam oni każą odwracać się i patrzeć za siebie. I mówią „Patrzcie coście nam zrobili!" A my odwracamy się posłusznie odczuwając słuszny lub niesłuszny wstyd, poczuwając się, zasłużenie lub nie, do winy. A oni idą naprzód. I tak będzie...

A wywiad polecam choć to GW. Choćby z tego powodu, że wynika z niego jednak iż trzeba umieć wymieszać owe perspektywy. Potrafić w pewnym momencie powiedzieć „ta przyszłość to już dziś". I pożyć wreszcie chwilą. Bo przyszłości, która zawsze ma nią pozostać, dogonić się nie da.

rosemann,
dodany: 2009-05-12
KOMENTARZE:
Zaloguj się